Czy zajęcia z savoir-vivre'u i dobrych manier mają sens?

Jadąc w sobotni poranek na zajęcia z młodzieżą zobaczyłam ogromny billboard, na którym widniał napis: „pokaż jaja!”. A ponieważ na pierwszych godzinach lekcyjnych miałam opowiadać o sztuce savoir-vivre'u oraz dobrych manierach, nie da się ukryć, że treść na billboardzie automatycznie doprowadziła mnie do wewnętrznego wrzenia.
Dopiero po krótkiej chwili pod ogromnym napisem zobaczyłam zdjęcie otwartego pudełka rzeczonych jajek. Cóż, autor sloganu reklamowego pewnie osiągnął zamierzony efekt, bo dwuznaczność słów mocno zwracała uwagę. Dla mnie jednak stało się to początkiem rozważań nad dzisiejszym pojęciem kultury języka, kultury osobistej oraz elegancji.

Czy zajęcia z savoir-vivre'u i dobrych manier mają sens?

            Z jednej strony mamy obecnie duże zainteresowanie szkoleniami z dress code’u i savoir-vivre’u w biznesie, z drugiej strony wzrasta zapotrzebowanie na zajęcia z autoprezentacji i savoir-vivre’u w szkołach. Jednocześnie obserwujemy ogromną popularność kolorowych pisemek, które nierzadko dostarczają absurdalnych informacji z „życia celebrytów” z naciskiem na to, kto jak wyglądał i w jaki sposób się skompromitował. Do tego jeszcze emitowane są programy telewizyjne typu „moda na śniadanie”, podczas których komentuje się plotki  na temat salonowych bywalców. A gdyby komuś było jeszcze mało na pomoc śpieszą portale internetowe, gdzie można udać się do galerii – jednak nie w celu oglądania sztuki przez duże „S”. Owszem, można oglądać tam „sztuki”, ale w sensie „pojedynczych egzemplarzy” najczęściej młodych dziewcząt, które na tyle potrafiły zwrócić na siebie uwagę, że zasłużyły sobie na zrobienie zdjęcia oraz komentarz.

W ten oto sposób rośnie pokolenie „oglądaczy-poglądaczy” spragnionych gorących newsów z „salonowego” świata. A tam oglądamy przeważnie skandale, które w dzisiejszym świecie są najprostszą receptą na zwrócenie na siebie uwagi. Niestety elegancji jest tam trudno się dopatrzyć. Za to - nawet w jednym stroju - potrafią być zgromadzone wszystkie środki uwodzenia typu: koronki, tiule, cekiny, hafty, falbany, widoczna bielizna - a coraz częściej i jej brak. Jednym słowem nadmiar blasku, wzorów i golizny.

Pada więc pytanie, czy wobec tego w społeczeństwie stale zasilanym skandalami znajdzie się miejsce na elegancję? Czy zajęcia z savoir-vivre'u i dobrych manier mają w ogóle sens i nie trącą dziś myszką?

Stanisław Krajski, autor książek z zakresu savoir-vivre’u, pisze że elegancja to  piękno, wdzięk i najwyższa jakość w wyglądzie, jak i zachowaniu. Zatem elegancja to nie tylko sposób ubierania się, ale również bycia i kształtowania swojego otoczenia. Elegancki wygląd zależy też od postawy ciała, sposobu poruszania się, gestykulacji, mimiki. Natomiast Kethleen Tessaro[1] zauważa, że: „elegancja jest rodzajem harmonii, w dużej mierze przypominającej piękno, z tą jednak różnicą, że piękno jest przeważnie darem natury, elegancja zaś owocem sztuki”.

Nie trudno więc o konkluzję, że obecnie w mediach „owoców sztuki” jest jak na lekarstwo. Za to – jeśli media stają się arbitrem współczesnej elegancji – dominuje tam sztuka rozbierania, a nie ubierania. I proszę zauważyć, że w ten „trend” doskonale wpisuje się napis „pokaż jaja!” zwyczajnie reklamujący jajka kurze…
 
[1] Kethleen Tessaro, Elegance, wyd. Harper Collins
Autor: Agnieszka Jelonkiewicz
Najnowszy artykuł