Walcz! Uciekaj! Czyli o radzeniu sobie ze stresem.

Każdemu zdarza się przeżywać stres. Co więcej, nie można go nie przeżywać. Reakcja stresowa jest częścią nas i w toku ewolucji powstała w bardzo konkretnym celu – aby stworzyć warunki przetrwania organizmu.
Stres jest bowiem niczym innym, jak procesem mobilizacji organizmu, w celu przezwyciężenia zagrożenia natury fizycznej. Innymi słowy, jest to reakcja na zagrożenie utraty życia, zdrowia lub zasobów.

Reakcja stresowa wywołuje błyskawiczne zmiany fizjologiczne: wydzielanie adrenaliny, przyspieszenie akcji serca i oddechu, wzmożenie wydzielania potu, zawężenie uwagi itp. Każda z tych zmian miała na celu przygotować nas do jednej z dwóch reakcji na zagrożenie – walki lub ucieczki. Szybszy oddech – więcej tlenu. Serce bije szybciej, lepiej rozprowadza tlen do mięśni, zwiększając ich siłę. Zwilżone potem dłonie zapewniają lepszy uchwyt. Naczynia krwionośne zwężają się, by, w razie zranienia, uchronić nas przed wykrwawieniem. Zawężenie uwagi powoduje, że nie docierają do nas inne bodźce. Zaczyna działać adrenalina – na chwilę przestajemy odczuwać ból i zmęczenie. Kiedy w końcu uda nam się uporać z zagrożeniem (zwalczyć lub uciec) następuje odprężenie. Organizm powoli wraca do normy.

Walcz! Uciekaj! Czyli o radzeniu sobie ze stresem.

Reakcja ta sprawdza się bardzo dobrze. Pod warunkiem, że zagrożone bezpośrednio jest nasze życie lub zdrowie oraz, że jesteśmy w stanie obronić się siłą własnych mięśni. Kiedy nasz prehistoryczny przodek zauważył obcych zbliżających się do jego jaskini, bądź sytuacja podczas polowania przybrała niespodziewany obrót, wymieniona wyżej reakcja mogła zwiększyć jego szanse na przetrwanie.

 W dzisiejszych czasach sytuacja taka zdarza się bardzo rzadko (zakładając, że nie żyjemy w miejscu ogarniętym wojną, zamieszkami lub wysokim poziomem przestępczości). Najczęściej przyczyną stresu są sytuacje, na które reagowanie walką lub ucieczką nie ma racji bytu. Kiedy stoimy w korku, spóźnieni na spotkanie a korek przed nami ani drgnie, na niewiele nam się zda przyspieszenie akcji serca i nagły dopływ adrenaliny. Podobnie, kiedy siedząc w biurze otwieramy pełnego goryczy maila od niezadowolonego klienta lub przełożonego. Nasz organizm tak samo reaguje na bodźce społeczne i psychiczne, jak na zagrożenie fizyczne. Problem w tym, że taka reakcja nie pomaga nam rozwiązać problemu, ponadto nie mamy możliwości rozładowania rosnącego napięcia. Kiedy taka sytuacja powtarza się regularnie, nasz organizm przechodzi od stadium mobilizacji o odporności, do stadium wyczerpania. Spadają wówczas zdolności radzenia sobie, rozregulowują się funkcje fizjologiczne, co w dłuższej perspektywie może doprowadzić do rozmaitych chorób stresogennych (nadciśnienie, zawał serca, wrzody żołądka, bóle głowy i pleców itp.), a w skrajnych przypadkach nawet do śmierci.

Problemem w tym przypadku nie jest sama reakcja stresowa, bo jej zmienić nie możemy. Możemy natomiast zmienić to, co odbieramy jako stres oraz w jaki sposób sobie z nim radzimy. W pierwszym przypadku z pomocą mogą przyjść techniki z nurtu poznawczego. To jak odbieramy stres zależy w dużej mierze od naszego nastawienia. Wiadomo przecież, że każdy reaguje na stres trochę inaczej. Tą samą sytuację, która nas przyprawia o palpitacje serca, ktoś inny może przyjąć ze stoickim spokojem. Znajomość odpowiednich technik oraz poświęcenie trochę czasu na przepracowanie problemu, może zaprocentować dużo mniejszym odsetkiem sytuacji powodujących stres.

Z drugiej strony ważne jest również to, w jaki sposób radzimy sobie ze stresem, kiedy już nas dopadnie. Istnieje cała gama rozmaitych technik, od mocno wglądowych i refleksyjnych po relaksacyjne czy wręcz medytację.  Każda z nich może pomóc, jeśli zostanie dobrze dostosowana do odpowiednich warunków i potrzeb.

Następnym razem, kiedy coś wzbudzi w nas stres, warto zastanowić się: „czy ja muszę to przeżywać?”. Może się okazać, że są dużo lepsze sposoby reagowania w takich sytuacjach.

Walcz! Uciekaj! Czyli o radzeniu sobie ze stresem.
Autor: Amadeusz Ley
Najnowszy artykuł