„Zacznij to w końcu robić, bo wylecisz z pracy!”

Krzyknął Tomasz, kierownik działu sprzedaży, do swojego podwładnego. Niedługo później pracownik faktycznie zmienił pracę. Nic nowego – dział sprzedaży miał największą rotację z całej firmy, a firma jedną z największych w branży.
Nie był to jedyny problem. Efektywność pracowników także pozostawiała wiele do życzenia. Krótkie okresy zwiększonej mobilizacji zazwyczaj pojawiały się tuż przed krytycznym terminem, po czym następowało rozprężenie i apatia. Pracownicy często chorowali i zwalniali się, skarżąc na stres i zbyt duże przeciążenie, a ci którzy do pracy przychodzili, obecni byli tylko ciałem.

Kierownik dwoił się i troił, szastając groźbami, karami i konsekwencjami a posłuszeństwo nagradzał w takim zakresie, w jakim pozwalało mu na to jego stanowisko. W firmie znany był, jako surowy, ale sprawiedliwy. W sytuacjach krytycznych, mimo wybuchowego charakteru, potrafił na tyle zmobilizować swój zespół, że większą część planu udało się zrealizować, choć często na ostatnią chwilę.

Gorzej było w pozostałych okresach, a jeden z nich właśnie nadszedł.  Problem pojawił się we wszystkich działach. Prawie wszystkich – w każdym z wyjątkiem działu produkcji. Tam, o dziwo, sytuacja była zawsze najlepsza. To właśnie zastanawiało Tomasza, jak oni to robią? Zawsze zakładał, że mają po prostu łatwiej, czym się można stresować stojąc cały dzień przy maszynie? Jakież było jego zdziwienie, kiedy przeczytał najnowszą informację prosto z zebrania zarządu. Cała kadra kierownicza miała udać się na indywidualne konsultacje do Zbyszka – kierownika działu produkcji. W związku z tym, że dział ten wydawał się funkcjonować najbardziej sprawnie ze wszystkich, zarząd podjął decyzję o skopiowaniu jego modelu zarządzania na całą firmę. Na pierwszy ogień miał iść dział sprzedaży, a termin spotkania wyznaczony był na ten tydzień.

„Zacznij to w końcu robić, bo wylecisz z pracy!”

Puk puk  - rozległ się dźwięk, który wyrwał Tomasza z rozmyślań. W uchylonych drzwiach do jego biura stał Zbyszek.
- Szybki jesteś – wypalił Tomasz z wyraźną drwiną w głosie – ledwie dostałem maila od zarządu, a ty już się pojawiasz, zwarty i gotowy, aby mnie ustawić na swoją modłę. Wybacz, ale nie mam teraz czasu na żadne szkolenia, mam za dużo spraw do podomykania – uciął krótko.
- Ok, twój wybór – odparł Zbyszek spokojnie, odwracając się na pięcie.
- Ale... jak to – reakcja Zbyszka wyraźnie wybiła go z rytmu – myślałem, że jesteś tu po to, aby wszystko poprzewracać do góry nogami.
- Ja? Nic z tych rzeczy. Ja nie jestem w stanie zmienić niczego w twoim dziale. Tylko ty możesz to zrobić.
- Słucham? – spytał Tomasz z niedowierzaniem. Spodziewał się zupełnie innej rozmowy, sam będąc w sytuacji osoby ratującej całą firmę od upadku, zacząłby od postawienia ultimatum, wyznaczenia celów oraz konsekwentnego ich egzekwowania.
- Wiesz, mógłbym ci opowiadać, że metoda, którą stosuje jest używana na całym świecie, czasem w naprawdę skrajnych przypadkach i została potwierdzona w ponad 100 badaniach naukowych, nie wspominając o moich własnych doświadczeniach. Ale to nie ma w tym momencie żadnego znaczenia. Liczy się tylko to, dlaczego ty mógłbyś chcieć się tym zainteresować?
- Dlaczego ja mógłbym chcieć? No… nie wiem, jeszcze się nad tym nie zastanawiałem – nastąpiła dłuższa chwila wymownej ciszy, Zbyszek nie przerywał jej, wpatrywał się spokojnym wzrokiem w swojego kolegę – no chyba warto byłoby coś zmienić – w końcu wyrzucił z siebie Tomasz - mam ostatnio spore problemy z utrzymaniem ludzi w ryzach. Czasem mam wrażenie, że wszystkie moje wysiłki idą w próżnię.
- Mhm. Na ile jesteś gotowy, by coś zmienić? Na skali od 1 do 10.
- Na skali? – co za dziwne pytanie, pomyślał – No, może na 2. – kontynuował z grymasem na twarzy – Nie wiem jeszcze, w co się pakuję!
- Jest ok. Mogę ci zadać dziwne pytanie? – kontynuował ze spokojem Zbyszek – Dlaczego nie wybrałeś mniejszej liczby?
- Mniejszej? – ta rozmowa byłą dziwna, każde pytanie zdawało się wybijać Tomasza z rytmu – Myślałem, że spytasz na odwrót: czemu nie jestem bardziej gotowy?
- Nie, chodzi o to, czemu jesteś choć minimalnie gotowy.
- Chyba dlatego, że widzę, że to co robię nie działa zbyt dobrze. – zamyślił się Tomasz –  To znaczy działa, ale nie zawsze.  –  dodał szybko – Ty, z drugiej strony, wydajesz się radzić sobie z tym dość dobrze. W tym momencie jestem skłonny spróbować czegokolwiek, żeby tylko wybrnąć z tej sytuacji.
- Powiedz mi jeszcze, jakie będą pozytywne skutki wybrnięcia z tej sytuacji? Co dobrego z tego wyniknie?
- No, przede wszystkim skończy się ten koszmar! – odparł ze złością w głosie.
- Mhm, co jeszcze?
- Gdybym znalazł sposób, żeby moi ludzie byli bardziej zaangażowani, nie tylko wtedy, kiedy patrzę im na ręce, może mielibyśmy lepsze wyniki. Mniej by się też zwalniali. Może mógłbym się w końcu się porządnie wyspać. – rozmarzył się.
- Dlaczego to jest dla ciebie ważne?
- Co, sen? – rozchmurzył się Tomasz – To chyba oczywiste. A tak na poważnie, to chyba sam mam już tego dosyć. Jeśli nic się nie zmieni, to… - zatrzymał się na chwilę – to chyba sam zrezygnuję. Nie jestem w stanie tego dłużej ciągnąć w ten sposób. Dziwne, nigdy tak o tym nie myślałem. Jesteś pierwszą osobą, której mówię, że mógłbym się zwolnić. Tylko proszę cię, zatrzymaj to, co powiedziałem dla siebie – powiedział, patrząc błagalnie na Zbyszka.
- Jasne, to dla mnie oczywiste. Powiedz mi proszę ostatnią rzecz: od czego możesz zacząć? Jaki będzie twój pierwszy krok?
- Chyba warto byłoby dowiedzieć się od ciebie trochę więcej – odparł z wyraźną nadzieją w głosie – Możemy przysiąść nad tym podczas lunchu? Mógłbyś mi wtedy przedstawić tę swoją metodę.
- Już to zrobiłem – odparł Zbyszek z uśmiechem.
- Słucham?
- Właśnie przekonałeś się na własnej skórze, jak to jest. Mówiłem, że ja nie mogę niczego zmienić, tylko ty możesz to zrobić.
- Ale przecież my tylko rozmawialiśmy – Tomasz zmarszczył brwi z niedowierzaniem – A w zasadzie to głównie jak bo ty tylko zadałeś parę pytań.
- No właśnie, to dość proste, prawda? Wystarczy zadać kilka odpowiednich pytań, żeby wyciągnąć i wzmocnić pokłady choćby najmniejszej motywacji. Tak samo jest z pracownikami. Prawda jest taka, że nie jesteśmy w stanie do niczego ich zmusić ani zmotywować.  Tylko oni mogą to zrobić, my tylko pomagamy im odnaleźć to w sobie.
- Niesamowite. – zamyślił się Tomasz – Koniecznie musisz mnie tego nauczyć! – kontynuował z energią w głosie – Ha! Dawno tego nie czułem, ale powiem ci, już nie mogę się doczekać, aż zacznę stosować tę twoją metodę.

„Zacznij to w końcu robić, bo wylecisz z pracy!”
Autor: Amadeusz Ley
Najnowszy artykuł