Nie będziesz jak Steve Jobs

Wielu prezenterów marzy by być jak Steve Jobs. Oglądają jego wystąpienia i rośnie w nich pragnienie by reakcje odbiorców były takie, jak podczas premiery iPhona w 2007 roku.

Oglądają kolejne wystąpienia, kupują książki m.in Carmine Gallo i inspirują się technikami i metodami. To dobrze, bo wzór jest rewelacyjny i wart naśladowania. Jest jednak pewne niebezpieczeństwo tego naśladownictwa. Otóż wielu prezenterów oczekuję, że naśladując gesty, techniki, m.in regułę trzech, którą samą w sobie polecam) uzyska taką siłę wpływu, jak ten guru zarządzania. Wielu naśladuje gesty czy strój (słynny golf i jeansy), ale za tą „swobodną” postawą kryje się brak przygotowania na miarę swojego mistrza. Niejeden prezenter naśladując Jobsa oczekuje wzrostu skuteczności swoich prezentacji. Tymczasem, wielu z nich czeka gorzkie rozczarowanie. Nigdy nie uda im się tego osiągnąć, a w dodatku narażą się na śmieszność. Prezenter, który marzy o tym by być jak Steve Jobs, bardzo często nieudolnie stara się kopiować pojedyncze zachowania, ale po drodze traci ducha wystąpień Jobsa. By ta sztuka się udała, konieczne jest przygotowanie prezentacji na modłę Jobsa. O tym zdaje się wielu prezenterów nie pamięta. To ta część pracy Jobsa, nie tak spektakularna, a wręcz ukryta determinuje sukces, a nie pojedyncze zachowania czy techniki.
Ukryty sekret

Przygotowanie prezentacji na miarę Jobsa wymaga ogromnego zasobu czasu i często morderczego wysiłku. Wysiłek ten związany jest z przemyśleniem celu prezentacji, idei jaką chcemy sprzedać odbiorcom, wymaga analogowego planowania, zanim zabierzemy się za tworzenie slajdów, ostrych cięć zakresu przekazywanych informacji, poszukiwania wyjątkowych zdjęć… i wielu innych zabiegów.

Jeśli nie przeraża Cię wizja tego wysiłku i interesuje Cię, co kryje się pod tymi terminami zachęcam do śledzenia bloga, niebawem o nich napiszę.

Niestety większość z nas szuka magicznej techniki, która bezwysiłkowo umożliwi kontrolę uwagi odbiorców i budowania zaangażowania. Aktualnie modnym wzorem jest Jobs i wybór pada na jego sposoby. Jeśli jednak ograniczymy się do naśladowania zachowań Steve’a na scenie, a nie odrobimy zadania domowego – jakim jest dobre przygotowanie – narażamy się na śmieszność. Za fasadą swobody postawy czy nonszalancją języka nie idzie mocne przesłanie. Taki zabieg nie może się udać. Odbiorcy będą widzieć w nas marnego naśladowcę Jobsa, ale jeśli postanowią nas sprawdzić i podrapać tę fasadę to okaże się, że była nią jedynie cienka warstewka farby, a pod spodem nie ma za wiele do powiedzenia.

Druga ukryta negatywna konsekwencja naśladownictwa

Zakładając pozytywny scenariusz zdarzeń i nasz talent do naśladowania, stawanie się Jobsem na scenie oznacza, że im więcej jego na scenie tym mniej nas. Innymi słowy oznacza to wzmacnianie mitu Jobsa kosztem naszej indywidualności. Każdy z nas ma bowiem unikalną mieszankę cech, która pozwala nam na zbudowanie własnego stylu prezenterskiego. Takiego stylu, jakiego nie ma nikt inny. Takiego, który sam w sobie może być wyróżniający, a przez to stać się naszą wizytówką. Tymczasem im bardziej naśladujemy kogoś innego tym mniej jesteśmy sobą.

Najczęściej jednak jest tak, że ani nie stajemy się Jobsem na scenie (częściej stajemy się którąś z kolei marną kopią oryginału) ani nie budujemy własnego unikalnego stylu. Ten nasz wyjątkowy styl, jeśli tylko jest świadomie rozwijany, staje się fundamentem skuteczności naszych przyszłych wystąpień.

Niewątpliwie warto naśladować i techniki i narzędzia Jobsa, ale warto robić to z głową. W mojej opinii najlepiej inspirować się, ale nie przestawać być sobą. Czy jednak wiemy, jacy jesteśmy, jaki jest nasz styl? Być może trzeba go odnaleźć pod kolejnymi warstwami Jobsów. Może warto zrobić to teraz, nim będzie za późno?

Podstawowym wyzwaniem dla osoby prezentującej jest poznanie samego siebie, zdefiniowanie swoich słabych i mocnych stron oraz określenie predyspozycji. Mechaniczne i nieprzemyślane naśladownictwo innych, fabrykowanie emocji i gestów oraz sztucznie brzmiący sposób wysławiania mogą bowiem przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. Aby podnieść swoją wiarygodność oraz uzyskać możliwie najbardziej naturalny i swobodny kontakt z odbiorcą, zaufaj swojej intuicji i wiedzy – zamiast gorsetu szablonowych zachowań i krępującej maski, „przywdziej” samego siebie!

Słowem, wypracuj własny styl prezentowania i budowania narracji wobec odbiorcy, bądź autentyczny i systematycznie eliminuj indywidualne ograniczenia.