Archiwum kategorii: Bez kategorii

Wysublimowany intelektualista

Supelment

W poprzednich wpisach opisywałem dwa odmienne style traktowania przesłania.

W tym chciałem jeszcze dodać podtyp niepewnego studenta. Nosi on nazwę „wysublimowany intelektualista”. To prawdziwy mistrz ukrywania puenty.  Z prawdziwa wirtuozerią chowa ideę wystąpienia przez cały czas trwania spotkania. Rozpoczyna tajemniczo od wygłoszenia filozoficznych prawd o życiu, biznesie czy świecie lub rzuca na głęboką wodę odbiorców i bez zbędnych wstępów przedstawia bardzo szczegółowo, kluczowe w jego percepcji, aspekty tematu. Z upływem czasu, ku rozpaczy odbiorców, kolejne slajdy i poruszane watki wydają się nie mieć żadnego związku. Odbiorcy tracą nadzieję na odgadnięcie tezy mówcy. Ci najbardziej wytrwali odbiorcy podejmują wyzwanie odnalezienia w gąszczu faktów, obrazów i strukturze informacji idei z jaką przyszedł mówca. Na próżno. Na końcu czeka ich rozczarowanie. Wszystko dlatego, że intelektualista podczas całej prezentacji w ogóle nie artykułuje swojej tezy: ani wprost ani nie wprost. Zachodzi podejrzenie, że nie zrobił tego także dla siebie samego.

Przypomina mi się taka historia

niekonczaca sie opowiesc

Abstrakcyjny absurd 

Firmowe prezentacje przepełnione są slajdową nowomową. Zdania, równoważniki zdań
i podpunkty zbudowane w oparciu o abstrakcyjny pseudoobiektywny język bezokoliczników, rzeczowników i imiesłowów. Abstrakcyjny absurd.
Jeśli do tego dodać fakt, że poszczególne slajdy przesycone są: danymi liczbowymi często w postaci tabel, treścią w formie podpunktów czy całych zdań, wykresami, na których upakowane są dziesiątki danych wówczas odbiorca, choćby nawet najlepiej nastawiony, „odpada”.  Ten uświęcony tradycją racjonalny przekaz powoduje, że odbiorca błyskawicznie przestaje spijać słowa z ust prowadzącego. Dzięki takiemu podejściu co dzień przybywają setki znudzonych takim standardem
odbiorców. W Twoje firmie także?

Historia z życia wzięta

Ten nieludzki sposób prowadzenia prezentacji ignoruje nasze pradawne, bo sięgające
czasów przedpiśmiennych, preferencje. Właśnie opowieściami przekazywaliśmy
i naturalnie nadal przekazujemy sobie wiedzę. Jeśli i Twoje prezentacje są pełne tej
slajdowej nowomowy masz niepowtarzalną okazję wyróżnić się na tle mdławego
standardu. Jak?

Stwórz okazję do opowiedzenia historyjek i opowiadaj je. Nieważne czy będziesz
opowiadać o cudzych doświadczeniach czy o własnych. Właśnie tak zrobił Krzysztof,
jeden z uczestników moich szkoleń. Krzysztof, był menedżerem w kilku projektach
i jego cykliczne spotkania z zespołem projektowym oparte były o prezentację – klasyczną, taką sprawozdawczo – inicjującą, jak ją nazywał.

Omawiał na nich postępy w pracach od ostatniego projektu i inicjował poszukiwanie
rozwiązań problemów, które ujawniły się w międzyczasie.
Przebieg prezentacji był ciągle ten sam, zmieniały się tylko liczby. Wszyscy,
łącznie z Krzysztofem mieli dosyć takiej prezentacji, ale nie umieli poprowadzić jej inaczej. Krzysztof na dzień, dwa przed prezentacją przeżywał „syndrom przed prezentacyjny”: na przemian wzdrygał się na samą myśl,
że to już pojutrze a potem zajmował się czymś innym (choć nie był prokrastynantem).
Byle potem, byle potem. A jak już przychodziło to potem, i było kilka godzin do prezentacji, szybko wprowadzał stosowne drobne zmiany na wcześniejszych slajdach, szukał zabawnego zdjęcia – które na chwilę przyciągnie uwagę i zamykał laptop.

Aż pewnego dnia wybrał się na moje szkolenie….

Po szkoleniu, Krzysztof, zamiast pokazywać podobną i znaną dobrze uczestnikom tabelę
powiedział w kilku zdaniach z pomocą flipcharta to co stanowiło różnicę, a potem
opowiedział o historii, jaka zdarzyła się w ostatnim czasie. Ponieważ, historia dotyczyła
problemu z jakim sprytnie poradził sobie jeden z członków zespołu projektowego od razu
przykuł uwagę a dodatkowo wzmocnił motywację w zespole i wiarę w to,
że każdy problem można rozwiązać. Wystąpienie szybko minęło, ludzie do końca byli obecni na prezentacji tzn. nie siedzieli z nosami w komórkach. I nie żeby od razu Standing ovation – nie o to chodziło w prezentacji ale i ludzie przyszli punktualnie na kolejną prezentację i on wcześniej zabrał się za jej przygotowywanie.
Słowem chciało się i im i jemu spotkać.

Czy Ty także, chciałbyś osiągać taki rezultat?

My, ludzie chętnie słuchamy, jeśli tylko forma przekazu jest dla nas przyjazna.
Wykorzystaj więc potęgę opowieści!  To naprawdę proste.
Jeśli chcesz wykorzystać siłę storytellingu przygotuj sobie opowieść, którą wpleciesz
w wystąpienie i sprawdź jak to zadziała na Twoich odbiorców.
Zacznij od słów. To zdarzyło się całkiem niedawno … i kontynuuj opowieść.
Opisz zgodnie z chronologią, ważne dla Twojego przesłania, wydarzenie.
Doświadcz, jak łatwo zawładnąć uwagą odbiorcy i dosłownie wciągnąć go w opowieść.
Najważniejsze i zupełnie dla Ciebie, jako prowadzącego, bezbolesne jest to,
że w opowiadaniu  to struktura wciąga i kierunkuje uwagę na kolejne słowa.
Czy nie na tym, nam jako prowadzącym, zależy najbardziej? Tu przypomina mi się następująca historia…
Prawda, że chciałeś usłyszeć dalszy ciąg?

Szanujesz czas odbiorcy Twoich prezentacji?

Cenisz swój czas?

A czas odbiorcy Twoich prezentacji?

Prezentacja w życiu firm jest wszechobecna. Żyjemy w erze prezentacji i to użyteczne narzędzie komunikacji zdominowało proces porozumiewania się. Choć prezentacje są tak popularne coraz częściej są zmorą zarówno dla prezenterów jak i dla odbiorców. Prezentacje bowiem pochłaniają cenny czas: prezentera potrzebny na przygotowanie oraz prowadzenie ale przede wszystkim odbiorców (klientów czy współpracowników) potrzebny na jej wysłuchanie. Prowadzeniu prezentacji towarzyszą także niechciane emocje. Stres prezentera związany z przygotowaniem i wystąpieniami a w przypadku odbiorców niechciana nuda i złość, kiedy orientują się, że poświęcili czas na coś co nie ma dla nich istotnego znaczenia. Te i wiele innych przyczyn wpływa na to, że aktualnie prezentacje w wielu firmach są zmorą. Z szansy na skuteczną komunikację stają się zagrożeniem efektywności.

Kiedy prezentacja staje się unikalną szansą na osiąganie lepszych rezultatów?

Jedynie wtedy gdy są użyteczne zarówno dla odbiorców jak i prowadzących je osób. Dla prowadzących oznacza to, że są istotnym elementem wpływu na odbiorcę, skłaniają ich do pożądanych zachowań, do motywują do oczekiwanych decyzji. Dla odbiorcy prezentacja jest użyteczna gdy jest sposobem na pozyskanie ważnych i unikalnych informacji umożliwiających szybsze podjęcie właściwych decyzji. Jeśli w dodatku pozyskiwaniu temu towarzyszy przyjemność odkrywania z prezenterem nowych informacji wówczas czas poświęcony na prezentacje nie będzie uznany za stracony.

Jak osiągnąć taki rezultat?

Kluczem nie są same informacje prezentowane odbiorcy. Te odbiorca może uzyskać na wiele innych sposobów. Krytyczne jest to jakie będą miały znaczenie dla odbiorcy. Jakie one same i sposób ich prezentowania wzbudzą emocje. Każda prezentowana informacja, towarzyszący im sposób prezentacji ma wzbudzać w odbiorcy określone i zaplanowane przez prezentera emocje. Najważniejsze z nich to pozyskanie uwagi, zainteresowania, budzenie nadziei na skuteczniejsze realizowanie celów. Czasem niepokój podważający status quo, częściej kreowanie przekonania że lepsza przyszłość jest w zasięgu możliwości oraz pewności, że zmiana którą proponujemy będzie najwłaściwszą decyzją. Emocje jakie prezentując prowokujemy u odbiorcy finalnie mają oczarować możliwościami jakie mu proponujemy i zbudować motywacje do pożądanych zachowań.

Czy prezentacje, o których myślisz, mają taką charakterystykę?

Osiągasz dzięki nim pożądany efekt?

Większość prowadzących prezentacje ma niewystarczające kompetencje komunikacyjne. Prowadzący często są ekspertami w swojej dziedzinie, znają także podstawy edycji slajdów ale poza tym posługują się raczej intuicją wspieraną nawykami czy utartymi firmowymi zwyczajami. Czy to wystarczy by oczarować odbiorców? Czy to wystarcza by wywierać pożądany wpływ?

Niezbędne jest właściwe przygotowanie prezentacji, elastyczność w realizacji postawionych celów a przede wszystkim odpowiadanie na oczekiwania odbiorców. Dzięki temu mamy szanse na efekt zaangażowania odbiorców w przebieg całej prezentacji. Sprzyja temu swoboda bycia, naturalność i umiejętność kierowania swoimi emocjami swoimi. Tak pożądana przez prowadzących prezentacje.

Jeśli zatem:

  • przygotowanie i prowadzenie prezentacji kosztuje Cię sporo nerwów,
  • odbiorcy nie zawsze reagują tak jak byś tego oczekiwał a bywa, że nie rozumiesz ich zachowania i decyzji częściej niż oczekujesz pojawiają się trudni uczestnicy, którzy wytrącają Cię z równowagi zadając niełatwe pytania,
  • bywa, że chcesz jak najszybciej dobrnąć do końca, gdzie będziesz mógł spytać: „Czy macie Państwo pytania?” ale w odpowiedzi słyszysz znamienną ciszę,
  • albo też z Klienci mówią „świetna prezentacja” – chwalą Cię, ale potem … nie decydują się na zakup lub milczą przez długie tygodnie

A jednocześnie jesteś przekonany, że rezultaty prezentacji mogą być zdecydowanie lepsze tylko nie wiesz co zrobić by tak było zapraszamy na szkolenia z prezentacjikonsultacje prezentacji a także indywidualne szkolenie czy coaching umiejętności wystąpień publicznych.

Jeśli nie jesteś dumny ze swoich wystąpień, odczuwasz frustracje nieosiągając celów i chcesz osiągać więcej – zmień to.

Prowadząc prezentacje tak jak do tej pory, nie możesz się spodziewać lepszych efektów. Jak wielkie koszty jesteś w stanie jeszcze ponosić nie zmieniając nic w tym zakresie?

Czy warto?

De-motywujące rozpoczęcie wystąpienia

Wielu prezenterów rozpoczyna swoje wystąpienia od dokładnego określenia tematu prezentacji, niszcząc tym samym szansę na zbudowanie zaangażowania.  Jak rozpocząć prezentację by skutecznie przykuć uwagę słuchacza?

Jeśli rozpoczynasz swoje wystąpienie od słów „Dzień dobry. Miło mi Państwa powitać na prezentacji, która dotyczy…”? lub zaraz po przedstawieniu mówisz  „Ta prezentacja jest o” lub „To prezentacja na temat…” to określasz jedynie temat prezentacji ale nie budujesz motywacji do uczestniczenia w niej.

Czy to źle?

Przecież każda prezentacja czegoś dotyczy, ma jakiś temat lub kilka tematów. To prawda, ale nie oznacza to, że tak dosłownie powinno rozpoczynać się wystąpienie. W mojej opinii to błąd. Dlaczego? Każde rozpoczęcie prezentacji to zapowiedź tego, co czeka odbiorcę. Jest ono jak nagłówek artykułu. Albo przyciągnie uwagę, albo sprawi, że tekst pozostanie niezauważony. Zwyczajowe rozpoczęcie słowami: „prezentacja będzie na temat…” powoduje, że choć odbiorca wie, czego dotyczy spotkanie, nie dowiaduje się czy powinien w nim uczestniczyć. „Tematyczne” wprowadzenie słabo bowiem motywuje uczestnika do odbioru prezentacji, a bywa, że zniechęca. W efekcie bardzo szybko tracimy uwagę odbiorców. W ich głowach rodzi się przekonanie, że jest to kolejna nudna i niewnosząca nic nowego prezentacja w jakiej uczestniczą…. Może lepiej sprawdzić pocztę czy napisać zaległego sms’a…

Rozpoczynanie prezentacji jedynie od przedstawienia tematu niszczy szansę na budowanie zaangażowania.

Dlaczego tak często prezentujący popełniają ten błąd?

Z powodu odmiennej perspektywy. Każdy prezentujący przez stres towarzyszący wystąpieniu jest silnie skoncentrowany na tym, co będzie mówił za chwilę. Chce mówić i pokazywać, chce prezentować od pierwszej sekundy spotkania. Z perspektywy odbiorcy sytuacja wygląda wręcz odwrotnie. Większość z nich nie jest zadowolona z tego, że poświęca swój czas, który mogłaby lepiej wykorzystać. Niebywałe, jak często prezentujący jednak zapominają, że żeby ich wysiłek związany z przygotowaniem prezentacji nie poszedł na marne muszą zmotywować odbiorców do tego, by uczestniczyli w spotkaniu. W tej sytuacji mówienie jedynie o tym, czego dotyczy prezentacja, bez wyraźnego odwołania się do korzyści, jakie odbiorca będzie mieć z uczestniczenia w prezentacji, przypomina wystawianie sztuki bez pewności, że na widowni znajdują się widzowie. A może są i śpią? Jaki możesz wywołać efekt rozpoczynając od słów „Ta prezentacja będzie o … ”? Najczęściej odwrotny do zamierzonego – zniechęcenie. Odbiorca otrzymuje komunikat „nie ty i twoje potrzeby są najważniejsze, ale to co ja przygotowałem. Nie do końca mnie interesuje co z tego będziesz mieć. Patrz i słuchaj i sam się zastanów po co ci to”.

Jak uniknąć tego błędu?

Kluczem jest przedstawienie jednej zasadniczej lub kilku istotnych korzyści, jakie odbiorcy ma dostarczyć prezentacja, ta konkretna prezentacja, tym konkretnym odbiorcom. Rozpoczynaj więc swoją prezentację na przykład takim zdaniem: „Dzięki tej prezentacji będą Państwo mogli…”, czy „Spotkanie to umożliwi Państwu…” Możesz także rozpocząć prezentację do opowiedzenia pewnej historii, która obrazuje korzyści, które są ważne dla Twojego odbiorcy. Przedstawienie korzyści z uczestniczenia w prezentacji to znakomity sposób na uaktywnienie uczestników. Jest to warunek konieczny udanej prezentacji.

 RADA

Kolejną prezentację rozpocznij przedstawiając co najmniej jeden powód, dla którego odbiorcy mieliby Cię słuchać.

Wpis ten jest fragmentem ebooka pt:  7 błędów głównych popełnianych przez  prowadzących prezentacje.

Chcesz go mieć? Możesz go pobrać zostawiając na namiary na siebie. Wejdź na stronę.

7 błędów głównych popełnianych przez prowadzących prezentacje
7 błędów głównych popełnianych przez prowadzących prezentacje

Tomasz Kras ProOptima Sp. z o.o.

www.prooptima.pl

Reguła 10 minut w prezentacji

10 minut prezentacji
10 minut prezentacji

10 minut

Tyle ma prezenter na klarowne wyartykułowanie swojego przekazu do odbiorców.

Wielu prezenterów przygotowuje swoje wystąpienia bez znajomości tego podstawowego faktu. Czy, to oznacza, że ich prezentacje są zbyt krótkie? Szczerze … nie spotkałem się z taką sytuacją. Jest wręcz odwrotnie. Znakomita większość prezentacji jest za długa. Z moich statystyk, które prowadzę podczas szkoleń, wynika, że te przydługie prezentacje dzielą się na dwie podstawowe kategorie.

Pierwsza, to sytuacja, gdy teza, z którą przybywa prowadzący prezentacje, jest podczas pokazu slajdów wystarczająco wyartykułowana, ale sama prezentacja w niezrozumiały sposób przedłuża się. Podczas takich prezentacji odbiorcy dość szybko uzyskują jasność do czego chce ich przekonać prowadzący, ale ten zamiast zaprosić odbiorców do wyrażenia swych opinii, zamiast wezwać do działania (call to action) przedstawia im kolejne porcje informacji. Prowadzący nie daje przestrzeni na, to by odbiorcy mogli komentować odbiór zaprezentowanych idei. Prowadzący uparcie porusza coraz, to nowe kwestie, robi dygresje nie zauważając, że uwaga publiczności już dawno została utracona. Jego wystąpienie, niczym samolot, szybko się rozpędza, gwałtownie unosi się w górę, ale nie może wylądować, choć co najmniej między lądowanie, by się przydało.

Druga kategoria sytuacji, to taka, gdy prowadzący swoją tezę ukrywa. Dużo mówi, może nawet pokazuje, ale nie bardzo wiemy do czego zmierza. Poszczególne słowa, slajdy, a nawet sekwencje pokazu są zrozumiałe, ale nie bardzo wiadomo ku czemu zmierza prowadzący. Bywa tak, że pierwsze 5-7 minut prowadzący robi wprowadzenie do tytułu wystąpienia. Bywa i tak, że opowiada o sobie i historię tego jak zdobywał wiedzę w temacie wystąpienia a dopiero po kilkunastu minutach artykułuje cel spotkania. Naturalnym jest, że w tym „złotym” czasie odbiorcy tracą nadzieję, na to, że szybko dowiedzą się, o co chodzi prowadzącemu. Czekają, więc grzecznie lub niegrzecznie końca spotkania. Dbając oczywiście o to, by nie przedłużyć żadnym pytaniem zakończenia. Ten sposób prowadzenia prezentacji można porównać do przedłużającego się startu samolotu. Najpierw długie kołowanie na pas startowy a potem powolne nabieranie prędkości do wznoszenia się. Tym czasem każdy z lecących samolotem ma nadzieję na szybki start, komfortowy lot i co najważniejsze szczęśliwe lądowanie w miejscu docelowym.

Badania psychologów nad ludzką uwagą pokazują jednoznacznie, że każdy prezenter ma 10 minut na, to by dotrzeć do odbiorcy ze swym przekazem. Jeśli tego „złotego” czasu nie wykorzysta, to straci bezpowrotnie możliwość dotarcia do serc i umysłów odbiorców. Jeśli się z tym zgadzamy pojawia się pytanie:

Co zatem zrobić, by we właściwy sposób wykorzystać tak cenne 10 minut?

  • Przygotować prezentacjePrzygotowanie wystąpienia to krytyczny element. Jeśli naszym celem nie jest „spędzenie” czasu z odbiorcą i mamy ambitny zamiar skłonić go do zaprzestania określonych działań, zmotywować do pożądanych zachowań, wywrzeć wpływu na jego myślenie, przekonać go naszych idei konieczne jest przygotowanie treści i formy wystąpienia. W tym celu warto:
    • w kategoriach behawioralnych zdefiniować swój cel, nie tylko wiedzieć na jaki temat będzie wystąpienie ale dobrze wiedzieć co chce się osiągnąć. Warto zacząć od końca (zobacz wpis na ten temat),
    • posłużyć się strukturą wystąpienia dającą szansę na wywarcie najsilniej wpływu na postawę odbiorcy. Świetnie sprawdza się tu struktura: problem-rozwiązanie,
    • zabrać, opracować i zweryfikować siłę stosowanych argumentów. Każdy z argumentów powinien  przemawiać za przedstawioną ideą a kontrargumenty także powinny być przeanalizowane i uwypuklone ich słabe strony,
  • Od początku zapowiedzieć wprost tezę, do której chcemy przekonać odbiorcę. Niech ten wie do czego chcemy go skłonić i z tym nastawieniem będzie szczególnie uważnie słuchał argumentów. Dzięki postawieniu na samym początku wystąpienia tezy budujemy u odbiorców motywację do wysłuchiwania dowodów na słuszność naszej tezy. Owszem wymaga to przemyślenia jakości naszych argumentów ale bez dwóch zdań będą one wysłuchane.
  • Przećwiczyć początek wystąpienia. Krytyczne tu jest rozpoczęcie. Jeśli należymy do osób, które mogą długo mówić na swój temat lub na temat wystąpienia to tym bardziej rygorystycznie powinniśmy podejść do ćwiczenia rozpoczęcia. Warto, podczas ćwiczeń przed wystąpieniem, sprawdzić ile czasu, tak naprawdę, zajmuje nasze rozpoczęcie. Bywa, tak, że nawet wytrawni mówcy i prezenterzy są zaskoczeni jak wiele czasu przeznaczają na autoprezentacje. Wielu z nas nie ma świadomości jak bardzo wystawia na próbę cierpliwość odbiorców.

Na koniec jeszcze jedna rada. Jak rozpoznać, upływ mijającego czasu?

Na ten, nierzadki problem jest proste pytanie. Wystarczy postawić sobie zegar. Zegar musi być na tyle duży, by prowadzący jedynie zerkając widział upływający czas. Można także poprosić kogoś z widowni lub zaprzyjaźnioną osobę o mierzenie czasu i poprosić o sygnał, który oczywiście będzie czytelny jedynie dla nas a nie dla widowni.

Jak efekt czystej ekspozycji może pomóc Ci osiągnąć sukces podczas Twojej prezentacji?

Inżynier Mamoń z Rejsu wypowiedział swoją słynną kwestię „(…) ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. (…) No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę.”

„Umysły ścisłe” mają też odbiorcy prezentacji. Podobają im się kwestie, które już znają przy jednoczesnej ostrożności a nawet awersji do kwestii, które pierwszy raz słyszą i widzą. Tym czasem zazwyczaj prezenterzy dysponują ograniczonym czasem oddziaływania na odbiorcę prezentacji. Jeśli ten nie polubi ich melodii za pierwszym razem, to pewnie prezenter nie będzie miał okazji do ponownego jej zagrania. To paradoks.

Melodią w przypadku prezentacji jest idea, którą chce zaszczepić w sercach odbiorców. Może to być: argument, który skłoni odbiorców do działania, może to być nowy produkt, usługa czy też działanie, do którego prowadzący prezentacje chce zachęcić swych odbiorców.

Jednak wielu prowadzących prezentacje zachowuje się tak jak by raz zagrana melodia miała od razu trafić w ucho i serce odbiorcy. Dziwi ich rezultat, że odbiorcy nie pamiętają melodii zagranej przez nich. Bywają zaskoczeni tym że odbiorcy nie polubili ich melodii. Prowadzący prezentacje działają tak nieskutecznie ponieważ nie znają zbawiennego efektu czystej ekspozycji.

Efekt ten jest szczególnie istotny dla tych prezenterów, którzy chcą swoimi prezentacjami nie tylko przekazywać informacje ale zmieniać postawy swych odbiorców. Przekonywać do swoich idei, skłaniać do zmiany zachowań, motywować do nowych aktywności.

Czymże jest efekt czystej ekspozycji i jaka w nim tkwi podpowiedź dla tych, którzy prowadzą prezentacje?

W 1968 roku, znany amerykański psycholog społeczny polskiego pochodzenia, Robert B. Zajonc, opierając się na wynikach badań klinicznych sformułował tezę o tzw. efekcie ekspozycji (mere exposure effect). Efekt ekspozycji w najprostszy sposób można określić jako wynik oddziaływania na nas bodźców, z którymi mamy okazje się zetknąć. Według Zajonca wystarczy dziesięć razy zetknąć się z jakimś obiektem, aby zaczęły się zmieniać nasze postawy. Ludzie z natury są nieufni w stosunku do tego, czego nie znają. Każdy z nas potrzebuje czasu, aby zaakceptować i poznać lepiej dany obiekt, a poprzez to nabrać do niego sympatii.

Tak więc częste pokazywanie, wielokrotna styczność z danym bodźcem (obiektem) wywołuje efekt ekspozycji. Co więcej, według badań przeprowadzonych przez Zajonca, proces ten może zajść zupełnie podświadomie – w pewnych sytuacjach możemy nawet nie zdawać sobie sprawy z tego, że widzieliśmy dany obiekt wcześniej. Bodźce raz uruchomione działają później jako refleks w naszej podświadomości.

Jak efekt czystej ekspozycji może nam pomóc w prezentacji?

Jeśli zależy nam na tym by zmieniać postawy naszych odbiorców, musimy im dać szansę na „oswojenie” się z nowym bodźcem: danymi, ideą, produktem etc. Nie wystarczy raz wspomnieć o nowej idei. Nie wystarczy raz czy dwa przedstawić kluczowy argument by przekonać. By produkt, idea, argument stał się przekonujący trzeba go powtarzać wielokrotnie. Często na różne sposoby ale wielokrotnie. Sam fakt powtarzania działa na naszą korzyść. Odbiorca oswaja się, przyzwyczaja się do „melodii, którą mu gramy” i z czasem zaczyna ją traktować jako nieobcą. Nawet wbrew sobie. „Melodia” staje się mu znana i zaczyna ją lubić. Czy to nie wspaniała wieść?

Gdzie powtarzać melodie?

  • W tytule prezentacji,
  • W zapowiedzi prezentacji czyli w czasie agendy, kiedy to możemy mówić wprost do czego chcemy przekonać odbiorcę,
  • W nagłówkach, które powinny mieć charakter perswazyjnych,
  • W treści slajdów – co oczywiste,
  • W obrazach, które nie mają być jedynie ozdobą ale grać naszą melodię,
  • W przykładach, które wykorzystamy podczas przemówienia,
  • W metaforach, do których się odwołamy,
  • W materiałach jakie przekażemy odbiorcom po prezentacji,
  • W podsumowaniu wystąpienia.

Można zachodzić w głowę jakich argumentów użyć, można pocić się przy mającej powalić z wrażenia prezentacji i nie osiągnąć zamierzenia.

Tym czasem jednym z najprostszych i pewnie przez to niedocenianych sposobów oddziaływania na odbiorcę jest powtarzanie.

Zatem, niech zabrzmi jeszcze raz niech definicja pomagającego nam efektu:

„Efekt czystej ekspozycji (ang. mere exposition effect) to zjawisko polegające na zmianie ustosunkowania emocjonalnego wobec obiektu na skutek zwiększenia samej liczby kontaktów z nim bez konieczności świadomego rozpoznawania bodźca.”

Czy już nieco przyzwyczaiłeś się do tej idei. Czy jest teraz dla Ciebie trochę mniej obca. Może zaczynasz ją lubić?

Efekt czystej ekspozycji. Wykorzystaj go przy tworzeniu kolejnej prezentacji. Sprawdź jak działa.

6 głównych mitów (i prawda) na temat kłamstwa cz II

kłamstwo - jak go wykryć
Mity w odkrywaniu kłamstwa

Kontynuując poprzedni wpis nt. kłamstwa przedstawiamy kolejne mity. Warto się z nimi zapoznać by nie zbłądzić.

Mit 4

– Nie można kłamać niewerbalnie.
Prawda
– Niewerbalnie kłamiemy każdego dnia uśmiechając się do nielubianej koleżanki, udając zdziwienie, gdy słyszymy dobrze nam znane informacje lub odgrywając złość przed dzieckiem, które chcemy skarcić, choć wcale nie odczuwamy gniewu. Rozpatrując temat globalnie, jest on oczywiście o wiele bardziej złożony. Zasadniczym problemem jest fakt, że nasze zachowania niewerbalne (postawa ciała, gesty, mimika) są w normalnej konwersacji spontaniczne i niekontrolowane. Nie zastanawiamy się, jaki gest „dobrać” do danego fragmentu wypowiedzi. Dlatego też nie wiemy, jak wyglądamy mówiąc prawdę, stąd tak trudno jest nam zachowywać się naturalnie i spontanicznie wypowiadając słowa, które są kłamstwem, a chcemy, by uchodziły za prawdę.

Mit 5
– Zasadniczym przejawem kłamstwa jest unikanie kontaktu wzrokowego.
Prawda
– Żadne z dotychczas przeprowadzonych badań nie wykazało korelacji pomiędzy kłamstwem a unikaniem kontaktu wzrokowego. Niektóre badania eksperymentalne pokazały wręcz, że kłamcy w momencie wypowiadania nieprawdziwych informacji utrzymują stały kontakt wzorkowy z rozmówcą (DePaulo & DePaulo, Riggio & Friedman, Bond et al.).

Mit 6
– Wariograf jest urządzeniem badającym kłamstwo.
Prawda
– Wariograf jest urządzeniem badającym pobudzenie organizmu, które może, ale nie musi być skorelowane z kłamstwem. Od lat toczą się spory o jego skuteczność i rzetelność dokonywanych pomiarów. Wariograf jest zapewne ważnym narzędziem pomocniczym, jednak jego skuteczność nie jest 100%, bowiem pobudzenie organizmu może być zależne od różnych czynników, nie tylko od kłamstwa, zaś wyniki badania w dużej mierze zależą od interpretacji egzaminatora prowadzącego przesłuchanie.

Czy znajomość mitów przekłada się na nieuleganie im? I tak i nie. Świadomość tego, że mamy błędne przekonanie nie oznacza odporności na uleganie im. By sprawniej odróżniać kłamstwo od fałszu warto posiąść bardziej rozległą wiedzę i rozwijać umiejętności demaskowania kłamstwa.

Zapraszam na szkolenie.

Autor dr Katarzyna Liber

Głos jak dzwon – czyli o trzech elementach, które wpływają na to czy Twój głos pracuje dla Ciebie

Badania dowodzą, że ludzie dysponujący głosem uznawanym za atrakcyjny są postrzegani jako bardziej dominujący, kompetentni, przedsiębiorczy, inteligentni, lepiej wykształceni, zgodni, silni, uczciwi, sumienni, uczuciowi i ciepli, etc.

Co ciekawe często bardzo wielu z nas nie przypisuje do tego jak operuje swoim głosem zbyt wielkiej wagi. Tym czasem często niewielka zmiana może wywołać efekt motyla.

Jednym ze sposobów jest świadome doskonalenie emisji głosu.

Jak zatem sprawić, aby przekonać innych, że jesteśmy właściwymi ludźmi na właściwym miejscu i we właściwym czasie, mamy pożądane cechy człowieka, który sprawdza się w chwilach, gdy potrzebny jest spokój i pewność słusznego działania.

Trzy kluczowe elementy, które pomogą wzmocnić nasz wizerunek to:

  • niskie brzmienie głosu, 
  • spokojne tempo mówienia i 
  • zróżnicowana modulacja głosu (umiejętność posłużenia się akcentami i pauzami).

Niskie brzmienie głosu związane jest ze sposobem oddychania, na co mamy znaczący wpływ! W pracy nad oddechem dążymy do poprawienia gospodarki oddechowej. Już kilka ćwiczeń, praktykowanych przez określony odcinek czasu daje niesamowite efekty.

Spokojne tempo to rezultat koncentracji i opanowania. Zwolnienie tempa mówienia przynosi lepsze rezultaty, gdyż daje szansę odbiorcy na zrozumienie tego, co do niego mówimy. Panuje tu zasada złotego środka: „mów nie za szybko, ale też nie za wolno” – oba sposoby są niepożądane w swojej skrajnej postaci. Jednak jeśli się zastanawiamy czy nie za szybko mówimy lub co najmniej 3 osoby nam to zasugerowały to można być pewnym, że „trzeba zwolnić”. Generalna zasada, w przypadku tych z nas brzmi im wolniej tym pewniej siebie.

Zróżnicowana modulacja głosu oznacza panowanie nad melodyką głosu. Pierwszym wyraźnym krokiem do jej opanowania jest stawianie przysłowiowych kropek, czyli pauz po zakończeniu logicznego ciągu naszej wypowiedzi. Innym sposobem modulowania jest akcentowanie tez szczególnie dla nas istotnych czy modulowanie głosu podczas zadawania pytań. Uczenie się właściwej modulacji głosu oznacza często zmianę nawyków utrwalonych latami.

Pierwszym krokiem do każdej zmiany jest samoświadomość aktualnego brzmienia.

Kolejnym krokiem jest ćwiczenie elementów wpływających na emisje. Powtarzanie specjalnie dobranych pod nasze potrzeby ćwiczeń przynosi spektakularne efekty.

W obu krokach warto skorzystać z wsparcia trenera, który nam pomoże uczynić je we właściwym tempie i kierunku.

Choć większość ćwiczeń z emisji głosu jest dostępnych w sieci to ucho profesjonalnego trenera pozwala mieć pewność, że wykonujemy je prawidłowo i uczymy się właściwego nawyku. Nie ma bowiem nić gorszego niż włożyć czas i energie w ćwiczenie określonej zmiany w emisji głosu po czym dowiedzieć się po miesiącach ćwiczeń, że jednak zrobiliśmy coś nie tak. Komu wówczas starcza energii na poprawkę?

Opanowanie różnych technik posługiwania się głosem daje nam narzędzie do budowania naszego wizerunku jako profesjonalisty oraz przekonuje innych, aby Ci nie tylko się z nami zgadzali, ale – co ważniejsze – aby działali zgodnie z naszą wolą.

Warto więc dać głoś naszemu głosowi i pozwolić mu zabrzmieć jak dzwon!

Pod kontrolą klienta

Czy Klient kontroluje przebieg obsługi?U pacjentów leczonych w szpitalach zaobserwowano ciekawą prawidłowość. Ci, którzy mieli choćby częściowy wpływ na swoje leczenie, byli bardziej z niego zadowoleni, niż pacjenci będący całkowicie pod kontrolą lekarzy. Taki efekt dawało już nawet najprostsze działanie, takie jak umożliwienie pacjentowi decyzji, z której ręki chce, aby pobrano mu krew. Pacjenci, którzy mogli decydować samodzielnie, subiektywnie odczuwali mniejszy ból, niż Ci, których nie pytano o zdanie. Nawet na oddziałach intensywnej opieki medycznej, pacjenci, którzy mogą decydować, kiedy chcą mieć gości, kiedy jedzą i jakie ćwiczenia chcą wykonywać, mają niższy poziom stresu i szybciej dochodzą do siebie.

A jak kwestia kontroli ma się do zarządzania doznaniami klientów?

Praktycznie przy każdym korzystaniu z usług firmy klient musi przekazać jej część kontroli nad sytuacją. Wybierając usługę lub produkt, chcąc nie chcąc, przekazuje wykonanie czegoś w ręce pracowników firmy. Wiele badań nad satysfakcją klienta wskazuje na to, że jej poziom rośnie wraz z postrzeganym poziomem kontroli nad sytuacją. Klienci lepiej się czują, gdy jednak mogą decydować, choćby częściowo.

Często kontrola klienta nie dotyczy tylko wyboru koloru produktu czy sposobu wykonania usługi. Równie ważna dla jego satysfakcji jest kontrola poznawcza. Przejawia się ona przykładowo poczuciem pewności i przewidywalności działań firmy: usługa zostanie wykonana w określonym czasie, help desk faktycznie udziela wsparcia przez całą dobę, płatność zostanie wykonana w terminie.

Czy Twoi Klienci mają kontrolę nad przebiegiem obsługi? A może warto coś w tej materii zmienić?

6 głównych mitów (i prawda) na temat kłamstwa cz I

prawda na temat kłamstwa

6 głównych mitów na temat kłamstwa

Mit 1
– Osoby zajmujące się zawodowo wykrywaniem kłamstwa mają lepsze rezultaty w demaskowaniu kłamców.
Prawda
– Jak pokazały liczne badania skuteczność pracowników służb mundurowych – śledczych, celników, służb specjalnych, sędziów – oscylowała w granicach 50%, czyli de facto jest to wynik możliwy do osiągnięcia przy wyborze losowym (Ekman & O’Sullivan, DePaulo & Pfeifer, Vrij & Graham). Oceniając czy dana osoba kłamie czy nie, mamy 50% szans udzielić prawidłowej odpowiedzi. Taka też była skuteczność specjalistów. Nie była też ona większa od zwykłych osób, które w pracy zawodowej nie zajmują się oceną prawdomówności innych ludzi.

Mit 2
– O wiele łatwiej nam wykrywać kłamstwa u bliskich nam osób.
Prawda
Badania eksperymentalne wykazały, iż skuteczność w wykrywaniu kłamstw u naszych bliskich jest niższa niż przy ocenie obcych nam osób (Millar & Millar, Levine, McCornack & Park). Przypuszczalnie za taki stan rzeczy odpowiada nasze nastawienie – trudno nam oddzielić poczynione przez nas obserwacje od tego, czego oczekujemy. Jeśli zdradzany mąż chce wierzyć niewiernej żonie, jego nastawienie może znacząco przyćmić wszelkie przejawiane przez nią symptomy kłamstwa.

Mit 3
– Komunikacja niewerbalna jest najlepszym wskaźnikiem kłamstwa, przekaz werbalny nie jest nam potrzebny w wykrywaniu fałszu.
Prawda
– Zachowanie niewerbalne może być pewną podpowiedzią w odkrywaniu kłamstwa, jednak to właśnie słowa kłamcy są kluczem do skutecznej demaskacji. Umiejętność obserwacji mowy ciała oraz właściwego poprowadzenia rozmowy tak, aby nasz rozmówca ostatecznie sam zgubił się w swoich kłamstwach, jest podstawą wykrywania kłamstwa. Bazowanie wyłącznie na przekazie niewerbalnym może być złudne, a wręcz niebezpieczne.

Więcej na temat niebezpiecznych kłamstw na temat kłamstwa dowiesz się w kolejnym wpisie i na szkoleniu.

Zapraszamy na najbliższe szkolenie.

Autor dr Katarzyna Liber