Archiwa tagu: przygotowanie prezentacji

Prezentacja na temat czy prezentacja sprzedająca ideę?

Sprzedaj im swoją IDEĘ - propagowanie idei - prezentacjaWiele osób, przygotowując a potem prowadząc prezentacje, koncentruje się na tym, by zaprezentować temat swojej prezentacji. Co mam na myśli?

  • Jeśli prezentują wyniki za ostatni kwartał, to prezentują poszczególne wskaźniki.
  • Jeśli prezentują zagadnienia BHP, to prezentują poszczególne aspekty BHP.
  • Jeśli prezentują nowy produkt, to prezentują cechy nowego produktu i korzyści z niego wynikające dla klienta.

Pokazy slajdów, które wykorzystują przy takich wystąpieniach, mają charakter pociągu. Jest lokomotywa z tytułem prezentacji i węglarką pt. agenda prezentacji, po której na tory wyjeżdżają kolejne wagony – slajdy z zawartością tekstu i obrazu. Pociąg ten ma 30, a potrafi mieć i 80 wagonów. Im bardziej kompleksowo prezenter chce ująć sprawę, tym więcej wagoników.

Jeśli pociąg nie jest zbyt długi, wówczas prowadzący nie myśli specjalnie o tym, jak angażować swoich odbiorców w pokaz. Ale w miarę jak pociąg nabiera rozmiarów, coraz częściej powstaje w głowie pytanie, jak zaangażować odbiorców. Jak to zrobić przy 23. wagoniku, a już na pewno przy 47. wagoniku. Ten przecież jest bardzo ważny i wymaga dłuższego omówienia.

Co radzę uczestnikom moich szkoleń z prezentacji?

Odpowiedź, którą daję, jest odmienna od oczekiwanej. Nie podaję garści trików i technik na angażowanie odbiorców niezależnie od treści prezentacji. Nie sprzedaję także cudownej recepty na to, jak bezwysiłkowo zaangażować odbiorców wystąpienia. Uważam, że takich trików nie ma, a dokładniej, że przy ich zastosowaniu możemy osiągać inne do zamierzonych cele.

Radzę zatem powrót do początku. Do przygotowań prezentacji. Radzę postawić sobie raz jeszcze pytanie: „Po co robisz tą, konkretną prezentację?” Jeśli po to, by zaprezentować temat i w zasadzie nie interesuje Cię nic więcej, co z tymi informacjami zrobią odbiorcy, to OK. Nie ma tematu.

Ale czy na pewno?

Czy na pewno nie chcesz, by dzięki tym informacjom coś zrobili? A może jednak chciałbyś, aby w końcu przestali robić pewne rzeczy, a zaczęli robić inne. Chciałbyś, by dzięki tym informacjom osiągnęli swoje cele? Może chciałbyś, żeby zmienili stosunek do prezentowanego zagadnienia?

Więc jednak nie chcesz, by Twoi odbiorcy jedynie Cię wysłuchali?

Jak zatem informacje w prezentacji, o której myślisz, mają wykorzystać Twoi pracownicy, współpracownicy, klienci, kandydaci, akcjonariusze, szefowie czy kto tam jest odbiorcą Twoich prezentacji.

Jeśli doszedłeś do wniosku, że jednak masz inny cel niż tylko zaprezentowanie, to pojawi się pytanie o to, czy wszystkie informacje są dla Tych odbiorców tak samo ważne? A dla Twojego celu?

Są pewnie informacje nieważne, mało ważne i te bardzo ważne. Aby je sensownie przedstawić, prawdopodobnie będziesz potrzebować kluczowej idei, którą będziesz chciał zaszczepić w głowach i sercach Twoich odbiorców. Kluczowa, wielka idea, będzie logicznie i emocjonalnie spajać wszystkie informacje, które zaprezentujesz. To ona pokaże wprost, i na podświadomym poziomie, kluczowy kierunek zmian. W końcu to ona, zarówno u Ciebie, jak i odbiorców, będzie budzić pożądane emocje. U Ciebie te, które są potrzebne do przekonywania do niej, do sprzedawania jej, a uTwoich obiorów do jej kupowania.

Niezwykłe jest to, że jeśli tylko zmienisz optykę patrzenia na swoje prezentacje i zamiast myśleć o nich, jak o prezentacjach na temat, zaczniesz myśleć w kategoriach celu, wówczas zaczniesz artykułować ideę prezentacji. To nie koniec dobrych wieści. Jeśli już zaczniesz nazywać idee Twojej prezentacji, to im będziesz podporządkowywać zarówno treść jak i formę prezentacji. Po prostu nie będziesz mieć wątpliwości, czy dane informacje są potrzebne, czy nie. Informacje albo będą Ci pomagać w sprzedawaniu idei albo będą zbędne czy obojętne – wówczas się ich pozbędziesz. Poczujesz wówczas zbawienny wpływ takiego podejścia. Nigdy więcej nie będziesz chcieć już robić prezentacji na temat. Zawsze będziesz chciał wyartykułować ideę i to jej sprzedaży będziesz podporządkować swoje wystąpienia.

Co zatem jest ideą Twojej najbliższej prezentacji?

Nie tłumacz się natłokiem zadań do wykonania. Refleksja nad ideą prezentacji nie jest dodatkowym zadaniem, które powinieneś podjąć, gdy przygotowujesz prezentacje. To kluczowa rzecz, nad którą warto popracować właśnie teraz.  

Odpowiedzi zapisz na kartce. Koniecznie.

Jeśli poświęcisz 5 minut na szukanie odpowiedzi na te pytania i widzisz te odpowiedzi przed sobą, to spójrz raz jeszcze na Twoją prezentację.

Jaką ideę chcesz zatem sprzedać Twoim odbiorcom?

 

 

Paradoks zmiany zachowań w prezentacji

Jak ulepszyć prezentację?

Wielu prezenterów koncentruje się na zmianie zachowań mało istotnych dla sukcesu prezentacyjnego, a pomija te o wiele istotniejsze. Postępują słusznie.

Dlaczego?

Bardzo wielu prezenterów, koncentruje wysiłek na eliminacji chwastów językowych – powtarzanych słów np. „tak”, „prawda”, „jakby”, „oczywiście” etc. Liczni starają się usuwać z repertuaru zachowań pozawerbalnych sławne „yyy”. Dlaczego zaczynają zmianę od tego aspektu?

Z dwóch powodów. Po pierwsze właśnie te zachowania denerwują ich najbardziej. Ich rzeczywistą skalę uświadamiają sobie często dopiero podczas analizy nagrania video swego wystąpienia. Wówczas zdają sobie sprawę z tego, jak wiele chwastów jest poza ich kontrolą. Chcą je wyeliminować. Ta obudzona awersja daje im motywację do zmiany.

Drugi powód jest taki, że właśnie te zachowania są pod ich stosunkowo dużą kontrolą. W wielu przypadkach sama ich świadomość powoduje świadomą eliminację tych zachowań. Z sukcesem przy odrobinie wysiłku zastępują te zachowania innymi. Tego, jak to jak to zrobić, uczę podczas szkoleń z prezentacji.

Zmiany takie, choć spektakularne, mają jednak charakter estetyczny, a nie pragmatyczny. Po prostu lepiej się słucha czysto mówiącego prezentera. Łatwiej podążać za głosem mówcy, jeśli nie towarzyszy wypowiadanym zdaniom „yyy” czy „eee”. Niestety żaden prezenter mówiący czystą i pozbawioną chwastów polszczyzną czy angielszczyzną nie zwiększy szans na sukces swojej prezentacji, jeśli poza tym nie zaoferuje swoim odbiorcom wartościowej idei.

Idea ta powinna być komunikowana we właściwie dobranej strukturze wystąpienia. Nie zostanie kupiona, jeśli prezenter nie będzie miał wystarczającej wiarygodności, nie będzie mówić z przekonaniem czy bez uruchamiania emocji u swego odbiorcy. Prowadzenie prezentacji w ten sposób wymaga zmian na innym niż estetycznym poziomie. Wymaga rewolucji w myśleniu o prezentacji.

Dlatego, choć rezultaty wysiłku prezenterów są spektakularne, to w mojej opinii nie są to krytyczne zachowania, których zmiana radykalnie zwiększa skuteczności prowadzonych prezentacji.

A jakie zachowania są krytyczne?

Takim zachowaniem jest na przykład brak analogowego planowania cyfrowego pokazu. Inny przykład to nieformułowanie wielkiej idei, którą chcę sprzedać swoim odbiorcom. Takim zachowaniem może być też brak dobrej struktury prezentacji, czy wreszcie brak ćwiczeń w prowadzeniu wystąpienia. Tych zachowań, krytycznych dla sukcesu prezentacyjnego, jest wiele więcej.

Mimo to uważam, że warto zacząć pracę nad doskonaleniem warsztatu prezentera nie od rewolucji w krytycznych zachowaniach, ale od inwestycji w ewolucję „mało znaczących” zachowań.

Dlaczego?

Bo do zmiany krytycznych zachowań trzeba o wiele więcej wysiłku. Zmiana ta jest możliwa w zasadzie jedynie po rewolucji, jaka musi się dokonać w głowie prezentera. Rewolucja dotyczy tego, czym jest i do czego, poza zaprezentowaniem, służy prezentacja.

Obok rewolucji w myśleniu o prezentacji powinna się dokonywać równolegle ewolucja w zmianie zachowań. A ewolucja wymaga sekwencji kroków, które powoli, a nie radykalnie, są wprowadzane w życie. Zbyt radykalne plany na zmianę kończą się częściej fiaskiem niż sukcesem. Znacznie rozsądniej jest zastosować filozofię Kaizen i wprowadzać rewolucję małymi krokami. Najmniejszymi z możliwych. A tymi możliwymi krokami są na przykład eliminacja chwastów pozawerbalnych.

Wielu prezenterów, by stać się lepszym prezenterem, musi w pierwszej kolejności wprowadzić jakiekolwiek zmiany. Zbyt wielu jedynie planuje bycie lepszym prezenterem, a w rzeczywistości daje się pochłonąć bieżączce „tasków” do wykonania na wczoraj. Prawda?

Jeśli więc Twoi współpracownicy czy bliscy sugerują Ci, że warto byś przestał w trakcie Twoich wystąpień yyy’ać lub eee’ować, to zrób coś z tym. Jeśli sobie sam nie poradzisz zapraszam na szkolenie.

Stań na głowie dla nagłówka

Jaki wybrać nagłówek?

Nagłówki w prezentacji

Zestawienie danych za 2012 r” Czy taki nagłówek może rodzić ciekawość? A ten: „Historia firmy ABC”? No właśnie. Tymczasem większość nagłówków, jakie widziałem podczas szkoleń z prezentacji, jest tak samo fascynująca.

Prowadzący prezentacje nawet nie zdają sobie sprawy, jak bardzo nagłówek warunkuje chęć wysłuchania prowadzącego spotkanie.

Powszechnym błędem jest umieszczania na swych slajdach typowo informacyjnych nagłówków. Takich jak powyżej. W większości wypadków mogło by ich w ogóle nie być. W mojej opinii celem typowego nagłówka jest informowanie, w której części prezentacji się znajdujemy. To bardzo ważna informacja przy długich prezentacjach, mających na przykład siedemdziesiąt slajdów. Jednak nawet w prezentacjach składających się z kilkunastu slajdów, są istotne, ale głównie dla prowadzącego. Są jego mapą. Stanowią dla niego orientację gdzie jest i co ma powiedzieć potem w trakcie wystąpienia.

Cel dobrego nagłówka jest odmienny. Dobry, perswazyjny nagłówek  nadaje ramy do interpretacji prezentowanych treści: słów, obrazów, wykresów, grafik. Ramy te potrzebne są odbiorcy prezentacji. To dzięki nim angażujemy uwagę odbiorcy. To one go motywują, intrygują, sugerują. Pierwsze przykuwają uwagę po wyświetleniu slajdu i, jeśli są perswazyjne, wywierają wpływ. Jeśli są szablonowe, przewidywalne przestają być zauważane. A to oznacza, że nie oddziałują na odbiorcę tak jak mogłyby. Wreszcie, dobre nagłówki „stawiają”  pytanie, które nie pozwalają odbiorcy przejść obojętnie obok potem wyświetlanych treści.

Trzeba trochę wysiłku. Jeśli się na niego zdobędziemy, to nagrodą będzie większy wpływ na odbiorcę prezentacji.

Dla odbiorcy nagłówek ma być zapowiedzią intrygującej treści, nośnikiem głównego przesłania, pytaniem, na które ma sobie odpowiedzieć w trakcie oglądania slajdu i słuchania prezentacji.

Głównym celem nie jest orientacja w tym, gdzie znajdujemy się w prezentacji, ale motywowanie do odbioru treści prezentacji i motywowanie do pożądanej zmiany. Inne nagłówki nie mają sensu. Chyba tylko dla prowadzącego.

Nagłówek to bardzo wartościowa „nieruchomość”. Warto poświęcić czas na tworzenie perswazyjnych i nieszablonowych nagłówków. Nagłówki domagają się więcej troski niż im zazwyczaj poświęcają prowadzący. Robią to w milczący sposób.

Co trzeba zrobić, by wymyślić dobre nagłówki?

Trzeba stanąć na głowie, czyli potraktować je zupełnie odwrotnie niż do tej pory. Jeśli do tej pory nie przywiązywałeś do nich wagi, zrób to. Jeśli do tej pory od nich zaczynałeś tworzyć slajd – zrób to na końcu. Jeśli wpierw powstawały nagłówki każdego slajdu, a potem ich treść – odwróć kolejność. Jeśli wreszcie czyniłeś z nich swój przewodnik po przydługawej prezentacji – uwolnij ich moc i pozwól im grać kluczową rolę w oddziaływaniu na odbiorcę. Postaw swoje myślenie o nagłówkach na głowie i zobacz, jak potem będzie wyglądać Twoja prezentacja.

Warto stanąć na głowie, by potem mieć z głowy inne wyszukane zabiegi, które mają wtórnie kierunkować uwagę odbiorcy. Uwagę, którą ten utracił przez banalne, schematyczne i nie poruszające kompletnie emocji nagłówki.

Nagłówki slajdów, podobnie jak nagłówki gazet, mają przyciągać uwagę czytelnika. Nagłówek musi komunikować tę myśl, z którą chcesz zostawić odbiorców.

Przykłady rewolucji w nagłówkach? Bardzo proszę:

Zamiast „Cechy Modelu ER 231” – „Rewolucyjny telefon komórkowy” – nagłówek, który daje ramy do odbioru treści o wyjątkowości telefonu, o którym będziemy opowiadać.

Zamiast „Wyniki za 3 kwartał” – „Zadyszka rozpędzonej lokomotywy” – nagłówek, który sprzedaje pewną wizję aktualnego stanu firmy, zamiast tylko informować o kiepskich wynikach.

Zamiast „Rodzaje emocji Klienta” – „Emocje Klienta – źródłem długoterminowej przewagi

Jeśli nagłówek będzie mocny, barwny a przy tym perswazyjny to być może będą to jedyne słowa, które odbiorcy prezentacji będą mogli w całości powtórzyć po prezentacji. Jeśli to zrobią, to znaczy, że prezentacja nadal na nich oddziałuje. Czy nie o to chodzi w wystąpieniach?

Zawodowi prezenterzy piszą po kilka nagłówków zanim wybiorą ten właściwy. Warto więc iść ich tropem i tworzyć wiele wersji nagłówków i testować ich siłę oddziaływania na kolejnych wystąpieniach. Zamień więc w kolejnej prezentacji, jaką będziesz prowadzić każdy informacyjny nagłówek na perswazyjny i sprawdź jak to działa na Twoich odbiorców.

Jeśli szukasz źródła inspiracji sięgnij tu:

http://www.chrisg.com/wp-content/uploads/102-headline-formulas1.pdf

http://www.copyblogger.com/magnetic-headlines/

O zmianie, których nagłówków myślisz w pierwszej kolejności?

 

Stosuj regułę UST

Tempo prezentacji - reguła USTWielu uczestników szkoleń z prezentacji zadaje mi pytanie: Ile slajdów przygotować na prezentację?

Jedni kalkulują: skoro mam 40 minut na wystąpienie, to potrzebuję około 40 slajdów. Jeden slajd na minutę. Inni uważają, że to szaleństwo i w ich opinii na 40 minutową prezentację wystarczy od 4 do 10 slajdów.

Przecież, przy każdym slajdzie trzeba się zatrzymać
i opowiedzieć o nim co nieco…

Tempo prowadzenia prezentacji

Jeśli Twoje wystąpienie oparte jest o prezentację złożoną ze slajdów zasada, którą powinieneś się kierować brzmi ­UST, czyli Utrzymaj Szybkie Tempo.

Jeżeli nie należysz do tych, którzy potrafią utrzymać uwagę opowiadając w ciekawy sposób nawet o zeszłorocznym śniegu, wówczas lepiej byś przyspieszał, zamiast zwalniać. Ludzka uwaga ma to do siebie, że jest bardzo przerzutna. Atencja Twoich odbiorców skupia się bardziej na otaczających ich wydarzeniach, jeśli slajdy są wyświetlane zbyt wolno.

Reguła UST oznacza, że co 15 sekund następuje zmiana slajdu.

Wynika z tego, że potrzebne są około 3 – 4 slajdy na minutę. W praktyce wygląda to tak, że zadajesz pytanie do odbiorców lub zapowiadasz pewną prawdę i wyświetlasz obraz.

Krótki komentarz do slajdu i nawiązanie do kolejnego slajdu – czyli jego zapowiedź. Zaraz po niej wyświetlasz kolejny slajd i komentujesz jego zawartość. I tak, w dającym gwarancję utrzymania uwagi tempie, kolejne sekwencje: zapowiedź, slajd, komentarz, aż do końca prezentacji.

Oczywiście, gwarancją sukcesu są odpowiednio skomponowane slajdy. Powinny one wizualizować Twój przekaz, unikaj przepełnienia informacjami. Nie popadajmy jednak ze skrajności w skrajność – slajdy nie mogę być zbyt ubogie. Istotna jest także jakość wykorzystanych grafik, kolorystyka, wielkość i rodzaj fontu, kompozycja poszczególnych elementów na slajdzie.

Komponując slajdy pamiętaj także o tym, by były niedopowiedziane. Po to, by było miejsce na Twój komentarz, a Ty jako prowadzący, byś był niezbędny na samej prezentacji.

Same slajdy nie mogą być wyłącznie streszczeniem samej prezentacji, powinny stanowić dodatek do Twojego wystąpienia. To Ty jako prowadzący jesteś przewodnikiem po przekazie.

Zapowiadaj slajd wyświetlaj i zwracaj uwagę na szczegóły lub ogólny przekaz.

Komentuj to co pokazałeś płynnie przechodząc do kolejnej sekwencji: zapowiedź, slajd, komentarz.

Stosując UST zrobisz szybki, dynamiczny i nie dający odpocząć odbiorcy show. Taki styl nie jest odpowiedni dla każdego, ale gwarantuje zaangażowanie adresatów. Oczywiście wymaga dobrego przygotowania, ale o tym już chyba wiesz z poprzednich wpisów.

Jeśli szukasz nowych dróg wypróbuj regułę UST i zobacz jak zadziała na Twoich odbiorców. Sprawdź przy okazji czy Tobie odpowiada taki styl prowadzenia prezentacji.

Dla urozmaicenia przekazu, a także dla zwiększenia siły wywieranego wpływu, możesz wzbogacić swoje wystąpienie o 1 – 2 dłuższe historie. Opowiadasz je jakby Twój pociąg zatrzymał się na chwilę. Oczywiście po to by zaraz ruszyć z tym samym tempem dalej. Historia w tym przypadku jest jedynie małym przystankiem i nie może trwać zbyt długo.

Jeśli interesuje Cię jak układać historie sprawnie i z sensem zapraszam do śledzenia kolejnego wpisu.

Zapamiętanie przekazu wymaga powtórzeń? Powtórzeń. Powtórzeń!

Powtarzanie uczyniło Arnolda ArnoldemJeśli szukasz sposobu na to, by Twój przekaz podczas prezentacji dotarł do odbiorcy i by oddziaływał na niego długo po zakończeniu wystąpienia, wykorzystaj starą prawdę tych, którzy wywierają wpływ na innych zawodowo: nauczycieli, rodziców, marketingowców. Wykorzystaj powtarzanie.

Zapamiętywanie przekazu wymaga powtórzeń i kropka.

Żaden przekaz nie zostanie zapamiętany tak dobrze, jak ten powtórzony. Ten powtórzony wielokrotnie zostanie zapamiętany lepiej.

Dowód?

Dłuższe życie każdej pralki to … 

Czym jest powtórzenie?

Powtórzenie (łac. repetitio) − to figura retoryczna, zabieg stylistyczny polegający na wielokrotnym użyciu tego samego elementu językowego (wyrazu, zespołu wyrazów, wersów lub zwrotek) celem uzyskania rytmizacji, podkreślenia znaczenia, zwiększenia ekspresji.

W rezultacie powtórzeń idea, którą chcesz przekazać w prezentacji, zostanie zapamiętana wierniej i dłużej.

A wraz z czasem zapamiętania wzrasta jej siła oddziaływania po zakończeniu procesu powtarzania. Czy nie o to chodzi w prezentacji? Czy nie chcesz, by zaszczepiona w umyśle teza wywierała wpływ na zachowanie Twojego odbiorcy w dzień, miesiąc czy rok od Waszego spotkania?

…. radość jazdy. 

Jak zastosować w praktyce powtórzenia?

W przypadku prezentacji służy temu m.in reguła 3xP:

  • Powiedz, co będziesz mówić
  • Powiedz to
  • Powtórz, co powiedziałeś

Powiedz, co będziesz mówić

W tej części wystąpienia zapowiadasz o czym będziesz mówić. Dzięki temu zabiegowi w umyśle odbiorcy przecierasz pierwszy, jeszcze delikatny ślad pamięciowy. Na nim będziesz budować trwałość przekazu. Pierwsze „P” wykorzystuje zjawisko torowania inaczej primingu (z ang. to prime – poprzedzać, uprzedzać, przygotowywać). Torowanie zwiększa prawdopodobieństwo wykorzystania określonej kategorii poznawczej w procesach percepcyjnych i myślowych wskutek wielokrotnej ekspozycji bodźca zaliczanego do tej kategorii, bądź bodźca semantycznie lub afektywnie powiązanego z tą kategorią. Oznacza to, że mówiąc we wstępie o określonych kwestiach ułatwiasz usłyszenie i zapamiętanie kolejnych tematycznie powiązanych z nimi informacji. Dzięki zapowiedzi uwaga odbiorcy jest już nastawiona na określone treści.

Zjawisko może zachodzić również przy braku świadomości postrzegania bodźca torującego (percepcja podprogowa) – nazywa się je wówczas torowaniem (lub prymowaniem) podprogowym. Oznacza to, że nawet jeśli odbiorcy nie są tego świadomi, pierwsze „P” i tak oddziałuje na nich.

Powiedz to

Do tego „P” nie trzeba zachęcać. To sedno prezentacji i wątpię, byś o nim kiedykolwiek zapomniał. Jedna uwaga. Środkowe „P” działa skuteczniej, jeśli w trakcie rozwinięcia prezentacji także stosujesz powtórzenia. Mogą to być tzw. myśli przewodnie, powtarzane kilkukrotnie jak nagłówek na kolejnych slajdach. Ale może to być także powtarzanie na różnych poziomach i w różnej formie: od słów, przez ilustracje „obrazujące” tezę, dane z badań udowadniające tezę, metafory nawiązujące do tezy, opowieść (story) na dany temat. Różnorodność form przedstawiania tej samej tezy uatrakcyjnia przekaz, ale kluczowe i tak pozostaje powtarzanie.

Powtórz, co powiedziałeś

Jeśli zapowiedziałeś i opowiedziałeś o tym co chciałeś powiedzieć to pozostaje dla domknięcia powtórzyć najważniejsze tezy czy podstawowy przekaz. Ostanie „P” jest przysłowiową kropką nad i. Jego brak nie powoduje katastrofy, ale bardzo utrwala przekaz i potwierdza Twoje, jako mówcy, kompletne przygotowanie. Od A do Z.

Z doświadczeń w pracy nad doskonaleniem umiejętności prezentacji, ze szkoleń i coachingów, wynika, że uczestnicy z pierwszym i ostatnim „P” mają największy problem. Tymczasem, o ile przy środkowym „P” masz czas na modyfikacje wypowiedzi tak, by pożądane tezy wybrzmiały, to wstępu i zakończenia drugi raz nie zrobisz. Wywarte na tym etapie wrażenie jest szczególnie dobrze pamiętane.

Warto się więc do niego przygotować, czyli powtórzyć… przed wystąpieniem.

 

Niepewny student – dlaczego powinieneś się z nim pożegnać?

niepewny student

Ambitni prezenterzy chcą podczas wystąpienia dotrzeć do odbiorcy ze swoim przesłaniem. Jednak robią to w rożnym stylu. We wcześniejszym wpisie było o Amerykaninie, dziś czas na prezentację drugiego stylu.

Drugi styl określam mianem „niepewny student”.

Ten typ prezentera jest w dużej mierze przeciwieństwem Amerykanina. W odróżnieniu od niego tezę, do której chce przekonać odbiorcę, skrzętnie ukrywa. Bywa, że do samego końca wystąpienia.  Czy jej nie ma? Otóż nie, zazwyczaj swoją tezę ma i to bardzo przemyślaną. Ma też przygotowane argumenty, ale przyjmuje odwrotną logikę wystąpienia. Student, przedstawienie swojej tezy poprzedza rozbudowaną uwerturą. Obejmuje ona m.in.: historyczne wprowadzenie do zagadnienia, przedstawienie firmy, którą reprezentuje, przedstawienie samego siebie, wraz z anegdotami lub żartami. Student może także opowiadać o tym jak przygotowywał się do wystąpienia.

Po uwerturze następuje prezentacja zasadnicza. Prezenter naświetla na wielu slajdach: cechy produktu czy rozwiązania które chce przedstawić – bardzo szczegółowo i wyczerpująco, tak by nikt nie mógł mu zarzucić, że się nie przygotował.

Scenariusz wystąpienia studenta zakłada, że dopiero pod koniec prezentacji, na przedostatnim slajdzie, tuż przed slajdem ze słowami „Dziękuję za uwagę” wyświetli lub wypowie kluczowy wniosek – tezę. Dlaczego dopiero wtedy? Sprytny student zakłada, że nie mówiąc do czego zmierza „zmusi” odbiorcę do śledzenia toku jego wystąpienia. Ludzie po prostu będą musieli go słuchać, by dowiedzieć się do czego zmierza. Prócz tego fortelu postępowaniem edukującego się jeszcze geniusza kieruje także krytyczna obawa.

Student nie jest pewien siły swoich argumentów i boi się, że jeśli na początku prezentacji powiedziałby do czego zamierza przekonać odbiorców Ci by się mogli z nim nie zgodzić. Co gorsza mogliby wprost się sprzeciwić i co wtedy zrobi? Jak poprowadzi prezentację?Lepiej więc odroczyć w czasie ideę do której chce przekonać, a to co powie wcześniej zostanie zapamiętane. W jego przekonaniu rozsądniej jest odsuwać w czasie prezentację głównej tezy wystąpienia.  Ci, których przekona, zostaną przekonani a Ci, których nie przekona, przynajmniej nie będą przeszkadzać i utrudniać prowadzenia wystąpienia. Istnieje hipoteza, że sam prowadzący, nie tylko nie jest pewien siły swoich argumentów, ale nawet głównej  tezy. Zostawiając sprytnie na koniec wystąpienia prezentację tezy może więc uniknąć „rozszyfrowania”. Po prostu możliwe, że zabraknie czasu na pytania odbiorców. A to, wbrew deklaracjom, jest mu bardzo na rękę.

Co jeszcze charakteryzuje styl studenta?

  1. Przygotowanie – koncentracja na ilości informacji i formie pokazu. Większość czasu przygotowania student wykorzystuje na stworzenie ładnej a nawet efektownej prezentacji, w tym poszczególnych slajdów. Czas przygotowania poświęca także na poszukiwanie informacji nie będących argumentami, a jedynie związanych z tematem prezentacji. Potem oczywiście w oparciu o te informacje tworzy slajdy, które „słabo” przekonują. Powinien brać lekcję od Amerykanina i odważniej wyartykułować swoją tezę, argumenty i na nich się skupić podczas tworzenia pokazu slajdów.
  2. Wystąpienie – postawa obronna. Student koncentruje się raczej na wyszukiwaniu sygnałów zagrożenia: sprzeciwu odbiorców, negatywnego nastawienia uczestników spotkania i w związku z tym dominują u niego zachowania obronne. To tylko potęguje niepokój i zwiększa stres ekspozycji społecznej. Z drugiej strony chce uniknąć konfrontacji z odbiorcami i ignoruje płynące od nich sygnały do nawiązania interakcji. Kontakt z odbiorcami raczej mu utrudnia realizację prezentacji niż dodaje skrzydeł.
  3. Skomplikowana struktura a nawet jej brak utrudnia śledzenie toku prezentacji. Odbiorcy dla komfortowego śledzenia potrzebują jasnej struktury przekazu. Przedłużająca się uwertura oznacza nagromadzenie slajdów, które, choć same w sobie sensowne, nie wiadomo czemu służą. Nadmiar prezentowanych informacji zamiast ciekawości powoduje irytację. Część odbiorców w takiej sytuacji dość szybko rezygnuje ze śledzenia toku wystąpienia, a to oznacza utratę wpływu. Ci odbiorcy nawet jeśli w pewnym momencie powrócą do słuchania, przez brak struktury, nie wiedzą gdzie aktualnie „jest” prowadzący. W efekcie wracają do znanych sobie zajęć. Smartfon daje tyle możliwości…
  4. Niska skuteczność wywieranego wpływu. Skoro student ma mały kontakt z odbiorcą to koncentruje się na doskonaleniu tego na co ma wpływ – treści i formy prezentacji. Swoją energię inwestuje w doskonalenie pokazu slajdów a nie w zwiększanie skuteczności wystąpienia . Nie zakłada, że będzie prezentacją od samego początku przekonywać odbiorców, w związku z tym nie obserwuje ich reakcji. Niezainteresowany nie dostrzega więc skutków wywieranego wpływu i pod koniec prezentacji nie wie czy udało mu się przekonać odbiorcę czy nie? Nie wie też dlaczego. W konsekwencji przy kolejnym wystąpieniu nie tworzy kontrargumentów, nie zmienia charakteru wystąpienia. Jego kolejna prezentacja nie zwiększa skuteczności perswazyjnej. Nie wiedząc co zmienić następnym razem w sposobie prowadzenia prezentacji skupia się na dopieszczaniu slajdów – doskonaleniu treści i formy.

Wady studenckiego podejścia są ewidentne. By zwiększyć skuteczność w docieraniu przekazu trzeba radykalnej zmiany w podejściu do przygotowywania i prowadzenia prezentacji. Kosmetyka nie wystarczy. Jednak sam student często takiej potrzeby nie widzi. Po prostu nie wie, że potrzebuje zmienić swój styl prezentacji. Potrzebuje więc takiej informacji z zewnątrz – od odbiorców czy trenera. Dominuje u niego postawa obronna i raczej sam nie zmieni swojego podejścia.

Przyznaje się, że sam osobiście mam więcej ze studenta niż Amerykanina. Pragmatyzmu wystąpień, w tym pisemnych, uczę ciągle i z każdym rokiem wydaje mi się, że jestem bliżej Ameryki. Wymaga to ciągłego wysiłku i szukania informacji zwrotnych. Zmiana jest możliwa, czego i Tobie życzę.

Ps. Daj znać jakim jesteś typem. A może masz jeszcze inną typologię?

Reguła 10 minut w prezentacji

10 minut prezentacji
10 minut prezentacji

10 minut

Tyle ma prezenter na klarowne wyartykułowanie swojego przekazu do odbiorców.

Wielu prezenterów przygotowuje swoje wystąpienia bez znajomości tego podstawowego faktu. Czy, to oznacza, że ich prezentacje są zbyt krótkie? Szczerze … nie spotkałem się z taką sytuacją. Jest wręcz odwrotnie. Znakomita większość prezentacji jest za długa. Z moich statystyk, które prowadzę podczas szkoleń, wynika, że te przydługie prezentacje dzielą się na dwie podstawowe kategorie.

Pierwsza, to sytuacja, gdy teza, z którą przybywa prowadzący prezentacje, jest podczas pokazu slajdów wystarczająco wyartykułowana, ale sama prezentacja w niezrozumiały sposób przedłuża się. Podczas takich prezentacji odbiorcy dość szybko uzyskują jasność do czego chce ich przekonać prowadzący, ale ten zamiast zaprosić odbiorców do wyrażenia swych opinii, zamiast wezwać do działania (call to action) przedstawia im kolejne porcje informacji. Prowadzący nie daje przestrzeni na, to by odbiorcy mogli komentować odbiór zaprezentowanych idei. Prowadzący uparcie porusza coraz, to nowe kwestie, robi dygresje nie zauważając, że uwaga publiczności już dawno została utracona. Jego wystąpienie, niczym samolot, szybko się rozpędza, gwałtownie unosi się w górę, ale nie może wylądować, choć co najmniej między lądowanie, by się przydało.

Druga kategoria sytuacji, to taka, gdy prowadzący swoją tezę ukrywa. Dużo mówi, może nawet pokazuje, ale nie bardzo wiemy do czego zmierza. Poszczególne słowa, slajdy, a nawet sekwencje pokazu są zrozumiałe, ale nie bardzo wiadomo ku czemu zmierza prowadzący. Bywa tak, że pierwsze 5-7 minut prowadzący robi wprowadzenie do tytułu wystąpienia. Bywa i tak, że opowiada o sobie i historię tego jak zdobywał wiedzę w temacie wystąpienia a dopiero po kilkunastu minutach artykułuje cel spotkania. Naturalnym jest, że w tym „złotym” czasie odbiorcy tracą nadzieję, na to, że szybko dowiedzą się, o co chodzi prowadzącemu. Czekają, więc grzecznie lub niegrzecznie końca spotkania. Dbając oczywiście o to, by nie przedłużyć żadnym pytaniem zakończenia. Ten sposób prowadzenia prezentacji można porównać do przedłużającego się startu samolotu. Najpierw długie kołowanie na pas startowy a potem powolne nabieranie prędkości do wznoszenia się. Tym czasem każdy z lecących samolotem ma nadzieję na szybki start, komfortowy lot i co najważniejsze szczęśliwe lądowanie w miejscu docelowym.

Badania psychologów nad ludzką uwagą pokazują jednoznacznie, że każdy prezenter ma 10 minut na, to by dotrzeć do odbiorcy ze swym przekazem. Jeśli tego „złotego” czasu nie wykorzysta, to straci bezpowrotnie możliwość dotarcia do serc i umysłów odbiorców. Jeśli się z tym zgadzamy pojawia się pytanie:

Co zatem zrobić, by we właściwy sposób wykorzystać tak cenne 10 minut?

  • Przygotować prezentacjePrzygotowanie wystąpienia to krytyczny element. Jeśli naszym celem nie jest „spędzenie” czasu z odbiorcą i mamy ambitny zamiar skłonić go do zaprzestania określonych działań, zmotywować do pożądanych zachowań, wywrzeć wpływu na jego myślenie, przekonać go naszych idei konieczne jest przygotowanie treści i formy wystąpienia. W tym celu warto:
    • w kategoriach behawioralnych zdefiniować swój cel, nie tylko wiedzieć na jaki temat będzie wystąpienie ale dobrze wiedzieć co chce się osiągnąć. Warto zacząć od końca (zobacz wpis na ten temat),
    • posłużyć się strukturą wystąpienia dającą szansę na wywarcie najsilniej wpływu na postawę odbiorcy. Świetnie sprawdza się tu struktura: problem-rozwiązanie,
    • zabrać, opracować i zweryfikować siłę stosowanych argumentów. Każdy z argumentów powinien  przemawiać za przedstawioną ideą a kontrargumenty także powinny być przeanalizowane i uwypuklone ich słabe strony,
  • Od początku zapowiedzieć wprost tezę, do której chcemy przekonać odbiorcę. Niech ten wie do czego chcemy go skłonić i z tym nastawieniem będzie szczególnie uważnie słuchał argumentów. Dzięki postawieniu na samym początku wystąpienia tezy budujemy u odbiorców motywację do wysłuchiwania dowodów na słuszność naszej tezy. Owszem wymaga to przemyślenia jakości naszych argumentów ale bez dwóch zdań będą one wysłuchane.
  • Przećwiczyć początek wystąpienia. Krytyczne tu jest rozpoczęcie. Jeśli należymy do osób, które mogą długo mówić na swój temat lub na temat wystąpienia to tym bardziej rygorystycznie powinniśmy podejść do ćwiczenia rozpoczęcia. Warto, podczas ćwiczeń przed wystąpieniem, sprawdzić ile czasu, tak naprawdę, zajmuje nasze rozpoczęcie. Bywa, tak, że nawet wytrawni mówcy i prezenterzy są zaskoczeni jak wiele czasu przeznaczają na autoprezentacje. Wielu z nas nie ma świadomości jak bardzo wystawia na próbę cierpliwość odbiorców.

Na koniec jeszcze jedna rada. Jak rozpoznać, upływ mijającego czasu?

Na ten, nierzadki problem jest proste pytanie. Wystarczy postawić sobie zegar. Zegar musi być na tyle duży, by prowadzący jedynie zerkając widział upływający czas. Można także poprosić kogoś z widowni lub zaprzyjaźnioną osobę o mierzenie czasu i poprosić o sygnał, który oczywiście będzie czytelny jedynie dla nas a nie dla widowni.

Nie musisz być doskonały!

perfekcyjna prezentacjaKażdy z nas, prowadzących prezentacje, chce by były one znakomite: profesjonalne, skuteczne, zachwycające, niezapomniane…. To szczytny cel. Kryje się  w nim jednak pułapka.

Łatwo ją zidentyfikować w trakcie szkoleń z prezentacji. Gdzie jest ta pułapka?

Dążenie do doskonałości w prezentowaniu zmniejsza możliwości wprowadzania zmian w swoim sposobie prowadzenia prezentacji. Im bardziej ktoś chce być doskonały, tym trudniej mu przyjąć, że może przygotować i poprowadzić nie najlepszą prezentację. Bywa, że nie chce jej w ogóle poprowadzić uznając, że nie jest jeszcze wystarczająco dobra.
Można tak bez końca. Zdarzają się osoby, które przygotowaniom prezentacji poświęcają niewspółmiernie dużo czasu.
Tymczasem warto od czasu do czasu poprowadzić prezentację, którą uznajemy za nie dość dobrą. Odbiorca nie wie  czy prowadzona właśnie prezentacja jest dokładnie tym tym, co przygotowaliśmy. Dla odbiorcy nie ma to znaczenia. Widzi i słyszy tylko to, co widzi i słyszy. Nie potrafi czytać w myślach prowadzącego. Nie wie po prostu czy prezenter miał inny plan na wystąpienie.

Tylko my, prowadzący wystąpienia, mamy punkt odniesienia – swój plan na prezentację.
Nie musisz więc prowadzić prezentacji zgodnie z planem, możesz zmienić jej treść i przebieg. Odbiorca tego nie zauważy.

Nie musisz perfekcyjnie realizować szczegółowego planu. Możesz być niedoskonały, kiedy chcesz prowadzić prezentacje!

O niebo ważniejsze od realizacji planu są entuzjazm i chęć podzielenia się z odbiorcami istotnymi kwestiami. Niejednokrotnie amatorzy prezentacji prowadzą je w sposób dużo bardziej interesujący niż profesjonaliści, których co prawda slajdy są bez zarzutu, ale jakoś brakuje swobody podczas wystąpienia. Obok przygotowanych slajdów nie dają często odbiorcom nic – żadnych emocji.

Wielu prezenterów, których spotykam, jest wręcz uwięzionych w pułapce własnych oczekiwań. Chcą doskonałej prezentacji i koncentrują się na treści i formie slajdów. Dobierają każde zdjęcie z zaangażowaniem dopieszczając najdrobniejszy fragment pojedynczego slajdu. Wciąż i wciąż dokładają starań, a w raz z nimi odkładają moment, w którym uznają, że prezentacja jest gotowa. Jeśli jednak oczekują od siebie perfekcjonizmu w wykonaniu to brakuje im później energii na samo spotkanie. Jeśli tyle energii wkładają w przygotowanie slajdów to potem brakuje im sił na trenowanie wystąpienia.

Odbiorcy prezentacji są ludźmi i bardziej niż na slajdy będą reagować na nas jako prowadzących. Jeśli w efekcie takiego morderczego wysiłku zdarzy się, że adresat prezentacji nie dostrzeże kunsztu pokazu slajdów, wówczas łatwo o rozczarowanie. Co robi w takiej sytuacji skoncentrowany na doskonałości prowadzący? Perfekcjoniści pójdą dalej i będą jeszcze więcej wysiłku wkładać w przygotowanie jeszcze lepszej prezentacji. Reszta się obrazi na odbiorców.

Czy nie jest znacznie lepiej myśleć o sobie jako niedoskonałym mówcy czy prezenterze i z taką pokorą poświęcać czas na przygotowanie i trening a potem prowadzenie prezentacji?

By to zrobić trzeba pozwolić sobie na bycie niedoskonałym. Z definicji. Wówczas naprawdę łatwiej prowadzi się prezentacje i kontakt z odbiorcami jest bardziej ludzki.

Możesz sobie na to pozwolić?

Nieszczęsna kopia pokazu

Czy Twoje materiały dla odbiorców prezentacji są kopią slajdów?
Czy Twoje materiały dla odbiorców prezentacji są kopią slajdów?

Wielu prezenterów chce, by po ich prezentacji odbiorcom zostało coś w rękach. By mieli do czego wrócić po zakończonym wystąpieniu. Co zatem robią? Przygotowują kopie pokazu slajdów, który wykorzystują podczas spotkania i rozdają uczestnikom. To najczęściej błąd. Dlaczego i jak postępować inaczej?

Rozdawanie kopi pokazów slajdów uważam za błąd z dwóch powodów:

Po pierwsze, jeśli rozdamy materiał, przed lub w trakcie wystąpienia, wówczas tworzymy sobie konkurencję.

Materiały, które trzyma się w ręce po prostu rozpraszają uwagę  odbiorcy. W sytuacji, gdy ma on do wyboru śledzić z uwagą pokaz slajdów, słuchać prowadzącego lub patrzeć w materiał przed sobą – wybierze to ostatnie. Przynajmniej w znakomitej większości przypadków. Jeśli w dodatku nie jesteśmy mistrzami w budowaniu motywacji do swojego wystąpienia i nie potrafimy, tak jakbyśmy chcieli, przyciągnąć uwagę od samego początku wystąpienia wówczas możemy być pewni, że utracimy uwagę odbiorcy. Ten zamiast nas słuchać będzie wertował lub czytał z uwagą materiał, który znalazł przed sobą. Zrobi to albo nawykowo albo z ciekawości co też jest na tych kartkach…

Po drugie, jeśli rozdamy materiał, przed wystąpieniem, a ten jest wyczerpujący, czyli zawiera wszystkie potrzebne informacje, które chcemy przekazać, wówczas kwestionujemy swoją rolę – jako prowadzącego. Zbyt wiele materiałów rozdawanych uczestnikom prezentacji jest kompletnych pod względem zawartych informacji. Jeśli odbiorca czyta szybciej niż mówca mówi – a tak jest we wszystkich przypadkach, wówczas, po krótkiej lekturze zada sobie fundamentalne pytanie: po co przyszedłem na prezentacje, jeśli wszystko co chce mi powiedzieć prowadzący jest tu. Nie muszę go słuchać i w zasadzie mógłbym już wyjść – bo i tak, wszystko co potrzebne znajdę, oczywiście w razie potrzeby, w materiałach.  Chyba, żaden prowadzący prezentacje nie chciałby by do takich wniosków dochodzili jego odbiorcy. Zwłaszcza w ciągu pierwszych kilku minut wystąpienia. Jaka bowiem jest motywacja do słuchania mówcy? Minimalna, no może poza grzecznościowym motywem „no nie wypada teraz wyjść”.

Czy chce powiedzieć, że materiały rozdawane uczestnikom są, zbędne? Nie, oczywiście, że nie.

Jednak, jeśli nasz pokaz nie ma charakteru edukacyjnego, jeśli nie jest to szkolenie, gdzie przyswajanie informacji jest kluczowe wówczas lepszym momentem na rozdanie odbiorcom materiałów drukowanych jest koniec prezentacji.  Znacznie lepiej, dla naszego komfortu mówienia i dla komfortu słuchania odbiorców jest by ci ostatni, w trakcie wystąpienia, mogli skupić się wyłącznie na odbiorze przekazu od prowadzącego. Dopiero, gdy prezentacja się zakończy, gdy przekaz z którym prowadzący przybył na spotkanie wybrzmi odbiorcy otrzymają materiały. Materiały te jednak powinny być znacznie bogatsze niż kopia pokazu slajdów. Właśnie w tych materiałach powinniśmy zawrzeć w pełni wyartykułowane tezy, bardziej szczegółowo opisane argumenty, dowody w postaci opisu źródeł, z których czerpaliśmy. W materiałach powinny się znaleźć na przykład pełne tytuły artykułów opisujących badania, na które powoływaliśmy się w trakcie wystąpienia, źródła danych lub same tabelki czy specyfikacje, które nam posłużyły do wyartykułowania przedstawionych tez. W materiałach warto także umieszczać szereg informacji marketingowych:  pełne informacje na temat firmy, którą reprezentujemy, produktów czy usług, które oferujemy i wreszcie na nasz temat. Słowem drukowane materiały rozdawane uczestnikom po prezentacji, powinny stanowić wartość dodaną do prezentacji a nie być ich wierną kopią. Jeśli będą po prostu kopią prezentacji to stanie się z nimi to co najczęściej się dzieje – zostaną odłożone na półkę.

Jest jeden wyjątek od nierozdawania materiałów drukowanych po prezentacji. Jest nim sytuacja, kiedy prezentacja jest dla niewielkiej grupy (4-8 uczestników) i uczestnicy będą „pracować” na przygotowanych danych. Jednak wówczas prowadzący razem z odbiorcami analizuje te materiały a potem moderuje dyskusje. Nie prowadzi jednak w tym czasie prezentacji, by nie stanowić „konkurencji” dla materiałów.  Do pokazu wracamy po zakończeniu tej fazy spotkania. Prosimy odbiorców o odłożenie materiałów. lub je po prostu zbieramy ze stołu i „wracamy” do pokazu slajdów. Materiały, o których mówię muszą wówczas ograniczać się do niezbędnych danych – nie może w nich być informacji z dalszego pokazu slajdów.

Podsumowując.

Pokaz slajdów jest pokazem a kopia slajdów to nie jest dobry „materiał” dla uczestników. Ten wymaga dodatkowego przygotowania i powinien tworzyć dodatkową wartość.

Dobrze opracowane materiały dla uczestników rozdajemy po prezentacji, nie tworząc sobie w trakcie wystąpienia konkurencji i nie umniejszając własnej roli. W końcu to my jako mówcy jesteśmy, głównym narzędziem wpływu. I niech tak zostanie.

Ciekaw jestem, czy macie inne zdanie?

Może ktoś mnie przekona, że jednak warto w trakcie prezentacji rozdawać kopie pokazu slajdów?

Tomek Kras

Zacznij od końca zamiast od początku

the_endWiele prezentacji wygląda tak: Prowadzący przedstawia siebie, potem szybko agendę a następnie kolejne slajdy – ciąg slajdów.

Każdy slajd z osobna wydaje się sensowny – przedstawia kolejne porcje informacji powiązane ze sobą. Każdy slajd ma tytuł i podpunkty. Obok nich zdjęcia czy wykresy. Ale jak się mają slajdy do siebie? Czy jest w tym ciągu slajdów jakich porządek? Czy wiadomo z każdego kolejnego ku czemu zmierza prowadzący? Niestety często nie. Co prawda prowadzący wie do czego zmierza ale czy taką samą świadomość mają jego odbiorcy? Wbrew poczuciu prowadzących … nie.

Mam wrażenie, że wielu prezenterów stawia sobie za cel by podczas wystąpienia przeprowadzić odbiorców przez skomplikowany wywód, którego dopiero finałem będzie jasny i klarowny wniosek rodzący się w głowach odbiorcy. Przedstawiają więc agendę spotkania a potem ciąg informacji: słów, wykresów i urozmaicających tekst obrazów które odbiorca ma przyswoić. Na końcu spotkania pytają o to czy są jakieś pytania i … okazuje się, że ich nie ma. Słowem zmuszają odbiorców do tego by śledzili ich tok myślenia i wyciągnęli podobne co oni wnioski. Często także te wnioski, które przez prowadzącego w żadnym momencie nie są wyrażone wprost podczas prezentacji.

Czy zgodnie z oczekiwaniem postępują odbiorcy?

NIE

Być może podobnie jest i w przypadku Twoich prezentacji.

Zmuszanie odbiorców do śledzenia prowadzącego w niewiadomą stronę wywodu to jeden z większych a nieoczywistych błędów prezenterów. Jeśli od początku prezentacji odbiorca nie wie do czego zmierzasz to szybko zniechęci się do słuchania.

W prezentacji, jak w życiu, lubimy sensowne rzeczy, czyli takie, które czemuś służą. Jeśli nie wiemy czemu służy przekaz, co z niego będziemy mieć to nasza chęć do słuchania gwałtownie spada.

Jeśli Twoja prezentacja to ciąg informacji, których przedstawienie nie poprzedza informacja „co z tego będą mieć odbiorcy” wówczas w głowie odbiorcy dość szybko pojawią się pytania „o co mu chodzi” i  „do czego on/a do ch…y zmierza”!

Co zatem zrobić?

Zacznij od końca czyli od tego do czego chcesz ich przekonać.  Wyraź swój wniosek, ideą do której chcesz ich przekonać na początku. Niech odbiorcy od pierwszej minuty wiedzą do czego zmierzasz!

Zacznij od przedstawienia końcowego stanu w jakim będą odbiorcy po prezentacji. Powiedz im czego się dowiedzą, do czego chcesz ich przekonać.

Przedstaw im korzyści z prezentacji. W końcu poświęcą trochę swojego cennego czasu na to by Cię wysłuchać…

Jeśli ich na początku spotkania zmotywujesz do wysłuchania i obejrzenia prezentacji to każdy kolejny slajd będzie w ich umyśle składał się na realizację większego planu. Będą w stanie wchodzić w szczegóły Twojego wywodu mając na uwadze cel, ku któremu zmierzacie.

Każdy z nas wie, że w wędrówce drogę łatwiej pokonuje się znacznie łatwiej jeśli wiemy co jest na jej końcu. Prowadząc kolejną prezentację zacznij więc od końca.

Powodzenia